piątek, 31 grudnia 2010

Teraz.

Jest coś ekscytującego w tych ostatnich chwilach. Jakaś świadomość przemijania i ulotności, jakaś kruchość momentów, które na codzień są, poprostu są. Nicolas Feuillatte Czarny już się chłodzi, pierwszy huk fajewerków rozdziera ciszę, jeszcze ciszę, tej nocy. Zwyczajna noc. Noc jak każda inna. Noc wyjątkowa. 


Przyszłość jest teraz.







Wszystkiego najlepszego! Spełnienia marzeń, realizacji planów, znalezienia tego, czego bardzo brakuje na co dzień. A tak na teraz - szampańskiej zabawy!



czwartek, 30 grudnia 2010

Przygotowania.

Trzebaby pomyśleć o Sylwestrze...

Jakiś czas temu koleżanka przywiozła mi z Tajlandii przepiękną kreację, wyszukaną specjalnie dla mnie, na moje specjalne zamówienie. Nie miałam przyjemności jeszcze jej ubrać i napewno nie będzie dla niej lepszej okazji niż zbliżający się wieczór Sylwestrowy utrzymany w konwencji 'romantyczny'.

Oto ona:

3255_3cd6_500


ps. Mam nadzieję, że nie zmarznę ;)



środa, 29 grudnia 2010

Dziś rano w łazience.

7254_220d_500

True story ;)

...bo Porcelanowa ma chłopaka ;) I jemy razem obiad po pracy i razem chodzimy na spacery z psami i wogóle jakoś ostatnio większość rzeczy razem robimy...

wtorek, 28 grudnia 2010

Plan jest taki, że nie ma planu.

Patrzę na datę po prawej stronie pulpitu i nie wiem, kiedy zrobił się 28 grudnia? Dni ostatnio lecą na łeb na szyję, po za długim poniedziałku jest czwartek i piątek od razu, weekend skurczył się do jednej soboty i znów poniedziałkiem zaczynam odliczanie. 

Tyle się ostatnio dzieje, że uznałam stan zmiany za stan permamentny i przestałam się dziwić. Właświe i tak nie mam czasu na zdziwienia między akcją a reakcją. Dziubię sobie te swoje małe duże sprawy, które wypełniają mi minuty, dni i miesiące... C'est la vie!

Postanowień noworocznych zero.
Plan na TenJedenJedynyNajważniejszyWieczórWRoku zakłada nic.
Jest idealnie. Chwile płyną a ja razem z nimi. Nikt się do niczego nie zmusza i wygląda na to, że wszystkim taki układ odpowiada.     

Uwaga! Za 3,88 zł można poznać swoją przyszłość. Naprawdę! Wystarczy zadać dwa pytania dwóm ekspertom od wróżb. A wszystko to w KosmicaTV! Osobiście nie polecam korzystać z tej usługi, ale prowadzący są przedni i wczoraj wieczorem rozśmieszali mnie do łez. Przypuszczam, że dzisiaj zafunduje sobie kolejną dawkę pozytywnych emocji z tego źródła, bo od dawna nie oglądałam tak dobrego kabaretu. Polecam wszystkim!

5905_b010


sobota, 25 grudnia 2010

3 choinki.

Święta w rodzinnym domu. Kameralnie. Wszystko, co przygotowała M, rozpływa się w ustach. Do niedzieli czas stanął w miejscu. Zjadłam chyba milion pierogów i jak dziecko nie mogłam doczekać się, aż moje prezenty zostaną rozpakowane.

Pierwsza choinka to ta Nasza. Tak naprawdę dzięki niej pierwszy raz poczułam święta a mieszkanie nabrało wyjątkowego nastroju. Są własnoręcznie robione anioły, anioły w białym puchu, w sukience w kratkę i złote jabłka. Teraz jest pięknie. 



Drugą choinkę ubrałam w rodzinnym domu. Każdego roku pojawiają się nowe bombki tworząc istną zbieraninę wspomnień kolejnych lat. Nacieszyłam się otwierając kolejne pudełka. 



Na choinkę dwa lata z rzędu wskakiwał kot i udało mu się prawie doszczętnie wytłuc zabytkowe bombki - takie, co to jeszcze mnie biegającą w pieluchach pamiętały. Zostało zaledwie kilka.


Na szczęście dla kota ocalały moje ulubione Mikołaje.



Każdy Mikołaj miał swoją Śnieżynkę. Czterech Mikołajów i cztery Śnieżynki. Jako dziecko uwielbiałam te choinkowe pary i zawsze rozważałam w głowie potencjalne możliwości romansowe. Głównym kryterium był oczywiście kolor Mikołajków i Śnieżynek. 


Na moje nieszczęście pozbawiłam istnienia jedną ze Śnieżynek... i tym samym stałam się prawie tak zła jak kot.



Trzecia choinka to specjalne życzenie mojej Sis. Wygląda obłędnie i idealnie pasuje do jej pokoju w chmurach.
  




Usłyszałam dzisiaj na mszy życzenia, które chcę powtórzyć: Świętujcie nie myśląc o tym, czego macie za dużo i czego macie za mało. I tego chcę wszystkim życzyć: spokojnych, rodzinnych świąt, które już na dobre trwają i oderwania od problemów, zmartwień i dylematów, chociaż na te kilka dni.

PS. Nie lubię karpi duszących się w reklamówkach i masowego wycinania drzewek dla tych kilku dni. Smutna strona świąt... 

niedziela, 12 grudnia 2010

Blog Forum Gdańsk 2010. Dzień No2.

Na początek muszę uroczyście przeprosić Krystiana, że w poprzednim wpisie nazwałam go Krzysiem. To było paskudne, niewyobrażalne i więcej razy się już nie powtórzy. Przemiłym Panem, który o Blog Forum Gdańsk wie wszystko jest Krystian. Pozdrawiam serdecznie :)

Dzisiaj mało słów, więcej zdjęć, bo język mam nieskładny, klawisze pod palcami się przemieszczają i tylko dzięki koledze Adamowi to wszystko ma sens. Adam ma taką niespotykaną właściwość, że potrafi znaleźć w każdym moim wpisie na FB jakiś błąd. Niestety ostatnie dni pracy na wysokich obrotach, podróż, emocje związane z konferencją i po części również, no nie da się zaprzeczyć, nocna integracja, dały mi się we znaki. Ale z tego miejsca mówię wszystkim: spotkamy się za rok!!!! Rewelacyjna impreza dla blogerów, dla ludzi związanych z branżą i dla ciekawych tego zjawiska, jakim jest blogowanie. Żałuję jedynie, że to tylko dwa dni. Zdecydowanie za krótko.  

Fotorelacja - endżoj :)

Kadr z filmu 'Blogersi'. Trailer, imho, bardzo ciekawy. Czekam na finalną produkcję. 


Pimp my laptop ;)


Słynna, czerwona kanapa - punkt centralny wszystkich rozmów.



Laptop z dostępem do netu, kawa i szminka. Moje totalne must have ;)
    


Moje ehm pięć minut sławy ;) 



@Foksal, speszli for ju - podkładka w użyciu. Plus 40 do wygody oraz plus 10 do lansu ;) 


sobota, 11 grudnia 2010

Blog Forum Gdańsk 2010. Dzień No1.



No to jestem na miejscu. O hotelu kilka słów ale później, teraz tylko tyle, że z łazienki to mnie szybko dzisiaj nic nie wyciągnie. Organizacja high level na różowo (no zobaczcie te zdjęcia). Naprawdę super, och i ach. Poczynając od błahych rzeczy typu lokalizacja dworzec-hotel-miejsce forum po dobór/wybór prelegentów. Blog Forum Gdańsk 2010 jest wyjątkowym wydarzeniem więc każdy, kto temat zna/lubi/pasjonuje się hobbistycznie czy zawodowo - powinien tutaj być. Pierwszy raz w historii spotykają się Ci, którzy w jakiś sposób związani są z blogosferą. Prywatnie, zawodowo albo prywatnie i zawodowo. Tym samym jest to okazja do rozmowy i podzielenia się swoimi doświadczeniami, spostrzeżeniami i wątpliwościami odnośnie tego czym jest blog i kogo należy nazywać blogerem. Czy takie definicje wogóle są zasadne? To jedna z wielu dyskusji podczas spotkania.

Ale od początku...

Z tego, co wiem, nie byłam na początku całego wydarzenia, ale pobudka o 4 rano po całym tygodniu intensywnej pracy była już i tak wystarczającym wyzwaniem. Do tego 5 godzin podróży z widmem opóźnienia (tylko dziesięć minut na szczęście). Gdańsk pięknie zasypany śniegiem.



Na początek ciekawa prezentacja Gdańska i próba odpowiedzi na pytanie dlaczego spotykamy się właśnie w Gdańsku? Odpowiedź przyjemna bo Gdańsk jest jak bloger. Hasła przewodnie to otwartość, pasja, dialog, doświadczenie, tolerancja, nowoczesność, wolność, idea. Pięknie. To oficjalnie, a nieoficjalnie atmosfera jest bardzo przyjemna, nieformalna, wręcz blogerska ;) 


O czym rozmawiamy? 
O wolności słowa, cenzurze w blogosferze, o tym, co wzbudza szczególnie dużo emocji, czyli o komercjalizacji blogosfery (czy blogerzy się sprzedają?) i w konsekwencji o wolności blogerów. Na koniec brutalne podsumowanie blogerów: kim są, co piszą, jak często i  dlaczego? Pojawiło się również stwierdzenie, że blogi umierają oraz są zastępowane przez  serwisy typu Facebook.

Zainteresowani mogą oglądać relację na żywo tu.

Oraz moja krótka fotorelacja. 







ps. 1. Poznałam przemiłych organizatorów tego wydarzenia. Bardzo miły Krzysztof pogratulował mi bloga. A kurcze on wie co mówi, bo wybierał tych na prawo, co przyjadą tutaj i tych na lewo, którzy będą jedynie online. Ależ on połechtał moje ego. Przecie ja jestem łasa na pochwały jak kotka na pieszczoty ;)

ps. 2. A i tak clue spotkania będzie się działo dzisiaj wieczorem na wspólnej blogowej integracji. Dam znać, jak było, of kors ;)

ps. 3. Dostałam super mega podkładkę pod laptopa ;) Uwielbiam gadżety a teraz, już to widzę oczami wyobraźni, cudownie wygodnie będzie mi się pisało na laptopie w łóżku. Dziękuję Blog Forum Gdańsk i Logitech. Aj low ju teraz ;)    

środa, 8 grudnia 2010

Gdy sen mi się śni...

Z wszystkich moich pokręconych snów ten poszedł na całość. Śnił mi się mężczyzna w ciąży. Młody, przystojny, miły, nawet bardzo miły, ale wciąż w ciąży. Żadna ze mnie wojująca feministka, żebym miała w głowie pragnienie podpięcią mężczyznom noworodków do piersi, brzuch u faceta raczej też mnie nie kręci i przysięgam, że nie jadłam nic ostrego, pikantnego czy ciężkostrawnego na noc. Senniki wszelakie nie przewidują takiej wariacji na temat ciąży, bo ciążę ma kobieta, nie facet.

Aha, i jechaliśmy na motorze.

Mimo wszystko to był bardzo przyjemny sen. Romantyczny, taki :)




Dzisiaj, tak czuję, upiekę muffiny. Dawno już tego nie robiłam, a dzisiaj mam przeczucie, że nadszedł Ten Dzień. Nie wiem, może to tylko ta trzecia kawa powoduje we mnie taki zapał cukierniczy. Niemniej jednak mam nadzieję, że nie przejdzie mi zanim wrócę do domu.

wtorek, 7 grudnia 2010

O maj gad!

Praca mnie wchłonęła i pochłonęła. Ale ja nie prostestuję nic a nic, mało tego - chce więcej! Dlaczego?

Otóż.

Niewiele jest miejsc, w których kobieta może spędzić wiele długich godzin i nie powie ani słowa. Co więcej, będzie szczęśliwa i zadowolona. Niektórzy pewnie się domyślą, że to musi mieć coś współnego z zakupami, ciuchami albo kosmetykami. No właśnie :)

Psiaki tylko biedactwa moje, ogłupiały całkowicie, bo mają 12 godzin dziennie wolną chatę. Mogłam je nauczyć korzystać z wc - miałabym mniejsze wyrzuty sumienia. Te wyrzuty powodują również, że po tych dwunastu godzinach pracy, kiedy ledwo pamiętam jak się nazywam, człapię z nimi po tym rozpuszczającym śniegu i nie marudzę nic a nic. La belle vie!

W pracy:



A po pracy:

9932_a64b



Hołhołhoł! 

W tym  roku od Świętego Mikołaja dostałam święty spokój. 
To chyba dużo. Chyba. Jak się już coś ma to w sumie ciężko ocenić tego wartość. 

A pod choinkę chciałabym pokochać kogoś kto by mnie pokochał. Kto znalazłby drogę do mnie i nie kazał szukać dróg do siebie.

Zapomniałam już jak to jest mieć kogoś swojego w głowie, kogoś za kim się tęskni, gdy się go dłużej nie widzi, kogoś, kto całuje przed snem w ramiona i przez kogo rano spóźniam się do pracy... Zapomniałam już jak to jest zapomnieć się w kimś. Czuć banalną radość bez żadnego ale. Patrzeć komuś w oczy i widzieć, jak mu błyszczą ze szczęścia. I samej mieć błyszczące oczy. 

Uparłam się i dobrze mi tak. Nie udaję szczęścia Bejbe. Poprostu jestem. Uśmiecham się dużo i tak planuję dni, żeby nie mieć czasu na myślenie. I naprawdę czuję się szczęśliwa. I naprawdę nie czuję się nieszczęśliwa.

I wiesz Skarbie, pachnę sobą. Tylko sobą. Nikim innym.


8311_2b4a

niedziela, 5 grudnia 2010

Tak pięknie, że ho ho ho! 

Psy szaleją na śniegu jak pijane zające. Mordy im się śmieją od ucha do ucha, ogony machają psem i naprawdę przyjemnie jest patrzeć, jak wpadają w biały puch rozrzucając go na boki. Mróz skrzypi śniegiem, śnieg błyszczy się jak milion monet, a ja bez dwóch co najmniej swetrów na sobie nie wystawiam nosa z domu. 

Co będę pisać, lepiej pokazać zdjęcia, bo pięknie to wygląda. 






A na tarasie tylko królów brakuje do tych tronów. 



I jeszcze jedna moja mała prośba. Do 21 grudnia odbywa się akcja wirtualnego dokarmiania psiaków, działa na zasadzie Pajacyka. Info o psach jest tu, tam też znajdziecie więcej wiadomości o samej akcji. Kliknijcie więc proszę codziennie w jakiegoś biedaka, to tak niewiele. Mi, zwłaszcza w tą mroźną, wieczorową porę ciężko na sercu ze świadomością, jak fatalnie wygląda sytuacja w schroniskach i tym samym życie wielu psiaków. One się na świat nie prosiły i same w tych klatkach nie pozamykały. Z góry dziękuję za każdy klik.

sobota, 4 grudnia 2010

Nie jest zła. Zima.

Zima włazi mi każdą szczeliną w zakamarki mojego ciała. Choćbym nie wiem jak się okapturzyła, zawsze skubana znajdzie drogę. To jak wkładanie lodowatej ręki pod bluzkę. 

Zauważyłam, że zimą trzeba się cieszyć. Jak tylko ma się ochotę marudzić to od razu znajdzie się ktoś, kto udzieli stosownej reprymendy, że Polacy marudzą zawsze, że zima jest przecież piękna. Więc ja się cieszę, cieszę się każdego dnia, bo każdy dzień zimy przybliża mnie do wiosny.   

- Jak zapętlić na wpół śpiącego człowieka?
- Dać mu trójkątny koc.
                                                     by Joe Monster

Wczoraj zdzierałam gardło wyjąc pod sceną 'jak statki na nieeebiieeee'.... Spotkałam prawie wszystkich, których przez ostatnie pół roku nie miałam okazji spotykać. Brakowało mi tych branżowych imprez, więc tym bardziej cieszy mnie zawodowy come back. W zasadzie wszystko mnie cieszy, bawi, podnieca i ekscytuje. Nawet pełna skrzynka mailowa. Wariatka.   




No właśnie bejbe. Tylko widzisz, pomieszanie danielsa z wódką nadal nie zaburza, w moim przypadku, jasności widzenia. Wszystko było źle, źle grasz, złe reguły stosujesz. To nieostrożne zwłaszcza, gdy łamiesz zasady. Bo ja lubię swoje zasady. Lubię mieć przy boku faceta, a nie podpitego chłopca. Jestem jędzą w tym przypadku i nigdy nie było inaczej. 


środa, 1 grudnia 2010

Blog Forum Gdańsk 2010


Blog Forum Gdańsk 2010


Blog Forum Gdańsk 2010 to nowa, świecka tradycja. Pierwszy raz w tym roku organizowane jest zamknięte spotkanie blogerów - tych zawodowych i tych uprawiających tą sztukę zupełnie amatorsko. I właśnie dostałam oficjalne potwierdzenie, że jadę, że posłucham, podyskutuję i poznam (ehm ^Kominek będzie na przykład). Więc ziści się to moje blogowe marzenie, aby zobaczyć wreszcie w tym roku Bałtyk przysypany śniegiem.     

Więcej informacji tu, ale lojalnie uprzedzam, że rejestracja jest już zakończona. 

Do zobaczenia w Gdańsku!


wtorek, 30 listopada 2010

Jutro jest grudzień.

A dzisiaj jest ostatni dzień mojego urlopu. Bardzo długiego urlopu, w trakcie którego odwiedziłam wiosnę, widziałam lato, zwiedziłam jesień i, w ostatnim momencie, zahaczyłam o zimę. A jutro stuk stuk stuk w obcasikach do pracy. Chociaż nie, raczej ciap ciap ciap, biorąc pod uwagę warunki realne. Ekscytacja wisi w powietrzu, mimo zapowiadanych na jutro mrozów syberyjskich.

Znalazłam taki fajny wihajster - rozwiązanie dla perfekcjonalistów, którzy lubią idealnie okrągłe śniegowe kulki. Pewnie do puree też się nada. 


Oraz...



...porządki oficjalnie uważam za zakończone! Teraz tylko trzeba nie jeść, nie pić i nie oddychać, przynajmniej do świąt, aby od razu porządki przedświąteczne mieć z głowy.  

A dzisiaj babski wieczór, takie pożegnanie z moim permanentnym lenieniem się uprawianym w ostatnim czasie. Chociaż nie, tylko złośliwi będą nazywać to lenieniem się. To była podróż, to była wędrówka, to było katharsis. Szukałam siebie przez cztery pory roku i wreszcie znalazłam! I oto ja. tadam.

Każą wróżyć dzisiaj. Ja z wróżb najchętniej to statystyki i estymacje preferuję. Tym bardziej, że te tradycyjne wróżby to jakieś niespecjalne są. Wyczytałam dzisiaj: " Innym sposobem poznania przyszłości był rzut trzewikiem przez głowę w kierunku drzwi. Jeżeli but upadł podeszwą do podłogi i był skierowany ku drzwiom to jego właścicielka wkrótce miała wyjść za mąż. Ale tę wróżbę traktowano z pewną obawą, ponieważ opuszczenie domu mogło oznaczać także wyjazd lub nawet śmierć. Trzewik, który upadł podeszwą do góry zapowiadał chorobę." Na co mi taka wróżba, która same złe rzeczy tylko umie wywróżyć?

Śnieg pada. pada pada pada...

Wczoraj, rankiem obudził mnie widok padającego za oknem białego, miękkiego puszku. Z perspektywy mojego łóżka jawił się bardzo nastrojowo. Szybko jednak okazało się, że to ZŁO. Białe, zimne, śliczne, błyszczące, po kolana zło. Sparaliżowało miasto, stawiało w poprzek drogi tiry, wykoleiło tramwaj, wydłużyło czas podróży do niebotycznych rozmiarów i odmroziło mi nos. Dwa razy. Psy się cieszą, wpadają w toto jak śliwki w kompot i zostawiają zajęcze ślady. Jest pięknie, acz zimno. Bardzo zimno. 

Daleko do wiosny?      

Cały wczorajszy dzień walczyłam z roztoczami, skarpetkami, firankami i filiżankami. Uważam, że to wręcz niemożliwe, żebym ja sama była w stanie pić z tylu kubków jednocześnie. One muszą się brudzić same, jedne od drugich. One brudzą się na złość. Inaczej tego nie widzę.

Oddawać lato! Zima jest zbyt skomplikowana.


Chciałam dać jakiś rysunek zimowy, ale nic mi nie przyszło do głowy. Więc będzie o jedzeniu, bo głodna się zrobiłam.


niedziela, 28 listopada 2010

Jak to jest?

501 w okolicach Dworca Centralnego. Rozmawia starsza pani ze starszym panem [via]:
- A kiedy wcześniej byłeś w Warszawie?
- Wcześniej to zawsze przejazdem. Bo żeby tak pozwiedzać to w '52, a potem w '59, w drodze na Mazury...



Zawsze dziwie się, jak to jest możliwe, że starsze osoby pamiętają doskonale co robiły zimą '52 roku a co latem '74 roku, skoro ja ledwo pamiętam to, co robiłam rok temu, a pamięć ma się przecież nieuchronnie pogarszać z wiekiem. Przeważnie kojarzę tylko, że byłam, że widziałam, ale dokładnie nie pamiętam kiedy. Dzisiaj zastanowiłam się chwilę nad tym i poczułam się jak dziecko obdarte ze złudzeń, z marzeń, które właśnie dowiedziało się, że Święty Mikołaj nie istnieje. Bo ta nadludzka pamięć była zawsze dla mnie elementem Życiowej Mądrości, którą starsze osoby w jakiś niewytłumaczalny sposób zyskują w akcie naznaczenia. A to wcale nie tak. Przypomniałam sobie, że przecież pamięć zmienia się na przestrzeni lat i z wiekiem zaczyna szwankować, ale tylko ta krótkotrwała, podręczna, a ta, dotycząca epizodów z naszego życia wyostrza się (bardzo niefachowo to tłumaczę, z miejsca przepraszam panią Tatianę Klonowicz za moją ignorancję*). Także mnie też to czeka! I kiedyś będę mogła przypomnieć sobie wszystkie te głupoty, które wyprawiałam i będę musiała wstydzić się za nie jeszcze raz. Super.

Poza tym kobieta zjada szminkę. Różnie różne źródła podają, ale jest to w granicy od 2 do 7 kg w ciągu życia. Statystycznie. To strasznie marnotrawstwo. 

Statystycznie też, człowiek zjada około 10 pająków w ciągu życia. Robi to przeważnie nocą śpiąc sobie beztrosko nieświadomy dokonywanego spożycia. Generalnie świadomość zjedzenia chociaż jednego pająka sprawia, że mam ochotę oszaleć żeby nie zwariować. Oglądałam namiętnie swojego czasu różne programy, w których ludzie jadali dziwne rzeczy. Pająki też. Podobno są smaczne. W panierce najlepiej. Uwędzone na patyku nad płomykiem, żeby były chrupiące. Ale ja jem oczami i jedzenie powinno być przyjemnością... 

Karaluch może żyć 9 dni bez głowy. To dziwne dość. Bo niby po co ma żyć bez głowy i co zrobić ze sobą w tej sytuacji? Czekać na śmierć? W jego przypadku powiedzenie 'stracić głowę' nabiera specyficznego znaczenia.

Natomiast żyrafa ma tak długi język, że może sobie nim dłubać w uchu. Dobrze, że ludzie tak nie mogą. Nie mogą się też polizać w łokieć. Ha! **

A co do strusia to struś ma oko większe niż mózg. Nie wiem doprawdy jak to skomentować.



* Pani Tatiana była wyjątkowym wykładowcą. Zaserwowała prawie całemu rokowi 2-krotne, 3-krotne a nawet kilkakrotne jeszcze podejście do egzaminów z psychologii ogólnej tworząc ankietę z wszystkimi poprawnymi odpowiedziami, z tym, że jedną najpoprawniejszą, ale także zaszczepiła w większości z nas miłość do jej ukochanych szczurów. Mawiała, że najlepiej przebadanymi grupami społecznymi są studenci psychologii i szczury. True.
** Ciekawe, czy jest ktoś, kto właśnie tego nie sprawdził... ;)

Się stało się.

Pożegnaliśmy się jesienią na chwilę, a trzy godziny później witaliśmy się już zasypani śniegiem. Zima nastała. Teraz najlepiej smakuje gorąca herbata z cytryną, a ciastka korzenne kupuję na pół kilogramy. Zajadam je bananami. I niechętnie wygrzebuję się z kocy, niechętnie wstaję z łóżka. Za daleko mi do wiosny...

Odliczam czas do końca i początku zarazem. Jeszcze dwa dni. Czterdzieści osiem godzin niezobowiązującej laby. Zniecierpliwiona przestępuję z nogi na nogę i zacieram ręce. Garsonki w szafie obrosły w piórka, będą się teraz idealnie prezentować na co dzień.    

Poza tym ćwiczę się w prokrastynacji. Talerze i kubki brudzą się jak na złość same, pranie czeka na upranie, jutro jutro jutro.... Dzisiaj nie. Dzisiaj jem ciastka.

A z zimy najbardziej ucieszyły się psy, chociaż i mnie, wbrew sobie, te mroźne spacery wciągają. Godzina śnieżnej tułaczki, a później kawa, herbata, ciastka i ja z książką otulona kocem. Psy śpią błogo zmęczone, bo nie łatwo jest na krótkich nóżkach biegać po polach i lasach. 

Krajobrazy zapierają dech w piersi... Jestem synestetką, więc to uczta dla moich zmysłów.