Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciastka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciastka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 listopada 2010

Się stało się.

Pożegnaliśmy się jesienią na chwilę, a trzy godziny później witaliśmy się już zasypani śniegiem. Zima nastała. Teraz najlepiej smakuje gorąca herbata z cytryną, a ciastka korzenne kupuję na pół kilogramy. Zajadam je bananami. I niechętnie wygrzebuję się z kocy, niechętnie wstaję z łóżka. Za daleko mi do wiosny...

Odliczam czas do końca i początku zarazem. Jeszcze dwa dni. Czterdzieści osiem godzin niezobowiązującej laby. Zniecierpliwiona przestępuję z nogi na nogę i zacieram ręce. Garsonki w szafie obrosły w piórka, będą się teraz idealnie prezentować na co dzień.    

Poza tym ćwiczę się w prokrastynacji. Talerze i kubki brudzą się jak na złość same, pranie czeka na upranie, jutro jutro jutro.... Dzisiaj nie. Dzisiaj jem ciastka.

A z zimy najbardziej ucieszyły się psy, chociaż i mnie, wbrew sobie, te mroźne spacery wciągają. Godzina śnieżnej tułaczki, a później kawa, herbata, ciastka i ja z książką otulona kocem. Psy śpią błogo zmęczone, bo nie łatwo jest na krótkich nóżkach biegać po polach i lasach. 

Krajobrazy zapierają dech w piersi... Jestem synestetką, więc to uczta dla moich zmysłów.   




    



niedziela, 7 listopada 2010

Kącik słodkości.

Podobno nie można mieć i zjeść ciasteczka. Podobno.

Chyba, że jest się tym tzw. singlem.

Sama nie wiem, jak na to wszystko spojrzeć, bo świat zwariował, poprzewracał wszystko do góry nogami, mi się ziemia spod nóg osunęła i stoję taka zachwycona, zachłyśnięta trochę swoją nową wolnością. I tak nie do końca wiem, co z nią zrobić. Moje żelazne zasady czasem topią się jak masło na słońcu. I wtedy nastaje hedoznim. I źle mi z tą rozkoszą i tak cudownie, jednocześnie.   

Ciastka, ciasteczka, bezy, eklerki i rurki z kremem. Mam poniekąd ciasteczkowy zawrót głowy.

A moje podniebienie szczególnie jedno ciastko mocno rozpieszcza. A ja kosztuję i smakuję i nie mam dość... 

Sama nie wiem o co chodzi. Czy o to, że podjadam ciastko po kryjomu z pudełka schowanego wysoko na lodówce? Czy o ten obłędny smak przez który nawet gdy wracam do domu zasłodzona, to i tak jedyne o czym myślę, to że chcę więcej?
Jem to ciastko na śniadanie, obiad i kolację, czasem podjadam w nocy i zanim jeszcze na dobre się obudzę. Jem na stole i na sofie, w dużym pokoju i w sypialni, w łóżku krusząc okropnie i gdy oglądam film, jem je do whiskacza i do kawy. Im więcej jem, tym bardziej chcę jeszcze więcej.   

I nie wiem co z tym ciastkiem dalej i pierwszy raz w życiu mam to gdzieś. I choćby jutra miało nie być...