piątek, 29 kwietnia 2011

Najpierw Bóg stworzył Brytyjki, a jak zobaczył co zrobił, stworzył mgłę.
— mistrzowie.org
Niemniej jednak dzisiaj w GB mgły nie ma, za to jest ślub. Wszyscy o tym piszą, to i ja napiszę. Była żółta Królowa, Elton śpiewał, a William spaskudniał (a kiedyś to się w nim można było nawet podkochiwać...). Kate z siostrą nadrabiały za to za wszystkich. Koniec. Bo dzisiaj piątek wreszcie. Miło, że ten tydzień był trochę krótszy i przyszły też taki będzie. Planów na weekend majowy - zero, za to rzeczy do ogarnięcia i nadgonienia w tym czasie - masa. 
A pająki ostatnio takie spasione wyłażą z krzaków, że przerażenie ogarnia! Gdzie to się tak obżarło przez tą zimę? 

środa, 27 kwietnia 2011

Zobaczyłam dzisiaj ten obrazek



i reflektowałam się, że jakieś takie smutne te moje ostatnie posty wychodzą. Sama nie wiem dlaczego, bo przecież na co dzień  nie brakuje mi entuzjazmu.

Dlatego teraz bardzo przyziemnie i wesoło, dla równowagi i harmonii na tym blogu. Taka krótka ilustracja ról społecznych w związku. Nie za bardzo wychodzi mi gotowanie obiadków i rodzenie dzieci, więc cały czas szukam alternatywy dla swojej przyszłości. Być może to jest właśnie jakaś perspektywa :)


Polecam zresztą Chatę Wuja Freda miłośnikom wysublimowanej rzeczywistości w wydaniu graficznym.

wtorek, 26 kwietnia 2011

Wpaść w króliczą norę
Tam
Zjeść ciastko albo dwa
Od których rośnie się wysoko

Wyrosnę ze złudzeń
Z głową w chmurach będę chodzić
Po drugiej stronie lustra


Nic, tak mi się wydaje, nie jest unikalne
Wszystko co czuje, czułam, będę czuć
Ktos gdzieś już przeżył
To takie nieludzkie nie móc mieć niczego tylko dla siebie
Być powtarzalnyn schematem w strukturze świata

Mimo to zaczytuję się ostatnio Osiecką...



Muszę coś zrobić z włosami

Muszę coś zrobić z włosami
Muszę coś zrobić z oczami
bo tak mi jakoś ciemno
chociaż tak mocno czekamy
czy my się kiedyś spotkamy
ja z tobą, a ty ze mną.
Czarna woda między nami i sokole oczy
czyśmy sobie winni sami
czy świat nas zaskoczył.

Muszę coś zrobić z listami,
muszę coś zrobić z myślami
bo tak mi jakoś ciemno
chociaż tak mocno czekamy
ja z tobą, a ty ze mną.
Żywy ogień między nami
wielki pożar ziemi
czyśmy sobie winni sami
czyśmy wymyśleni?

Muszę coś zrobić z rankami
muszę coś zrobić z nocami
bo tak mi jakoś ciemno
chociaż tak mocno czekamy
czy my się kiedyś spotkamy
ja z tobą, a ty ze mną?
Kłamstwa w nas jest coraz więcej
rzadkośmy weseli
czy nam kto zawiązał ręce
czyśmy nie dość chcieli?
— A.Osiecka

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Wesołych Świąt!

Żadna ze mnie przykładna gospodyni domowa, dlatego kupiłam bilet, spakowałam manatki i wybrałam się w długą podróż w dół mapy na święta. Czasem myślę, jak daleko odeszłam od tego, co lansowało jeszcze poprzednie pokolenie - mycie okien przed świętami, wielkie sprzątaniogotwanie z trzepaniem dywanów włącznie. Z dzieciństwa pamiętam to wielkie zapracowanie, które poprzedzało zawsze każde święta. Dlatego chyba na codzień raczej kultywuję ascetyczny minimalizm w życiu i wystroju wnętrz - by sprzątania było jak najmniej.

Jednak było i ciast pieczenie, i żurku gotowanie, sprzątanie (bez trzepania dywanów na szczęście), i nawet pisanki malowałam. No dobrze, gotowałam w cebuli - odkąd pamiętam w ten sposób robiło się u mnie w domu malowanki. W między czasie różnie próbowaliśmy uatrakcyjniać tą metodę posiłkując się nawet sklepowymi barwnikami w 5 kolorach, jednak zawsze kończyło się na barwieniu w cebuli. I dobrze, lubię te niezmienne w czasie elementy, które zaktowiczają człowieka w tradycji. Mama napiekła babek, serników i teraz leżymy wszyscy do góry brzuchami błogo posileni. I dlatego właśnie dopiero teraz, z potwornym opóźnieniem życzę wszystkim Wesołych Świąt! I mokrego od stóp do głów lanego poniedziałku. 

W tym roku, pierwszy raz w życiu tak naprawdę, brałam udział w Liturgii Światła. Na codzień mało przykładam się do celebracji wiary, sprytnie oddzielam kościół od wiary dopasowując pod siebie wybrane elementy. Być może dlatego właśnie jestem pod wrażeniem tego wydarzenia. Ognisko, świece, czytania - wszystko to nadało wyjątkowego charakteru tym ostatnim kilku dniom poprzedzających Wielkanoc. Nie spodziewałam się...

 

środa, 20 kwietnia 2011

A państwa powstają i upadają.
Umarł król, niech żyje król!
Wszystko mozolnie niewzruszone toczy się dalej zapełniając kolejne karty historii.
Prywatnych historii.
Za każdym człowiekiem stoi milion opowieści.
Wiosna, lato, jesień, zima,
Do cholery!
Dni biegną do przodu ku przeznaczeniu.
C'est la vie!




 i rysunek tematyczny:


sobota, 16 kwietnia 2011

Słońce, szkarnia i pomidory

Pamiętam z dzieciństwa wakacje u dziadków i moje przesiadywanie w szklarni. Smak i zapach pomidorów jedzonych prosto z krzaka, otumaniające skórę ciepło, które w pierwszym odruchu zabiera z gorąca oddech. Pamiętam dźwięk uderzających o ścianki motylich skrzydeł. I pająków, których od dziecka bardzo się boje, a ich zawsze w pierwszej kolejności wypatrywałam między krzakami. Pamiętam latające leniwie muchy wokól lampy i tą atmosferę sennego wakacyjnego popołudnia, które niespiesznie staje się ciepłą letnią nocą, buczącą ćmami i komarami.

Wtedy to było takie zwyczajne, a dzisiaj myślę, jak bardzo odległe są te wspomnienia. Dzisiaj pomidory i popoludnia są zupełnie inne, a szklarni już przecież nie ma.

sobota, 9 kwietnia 2011

Prawda jest taka, że życia nie da się udawać. Każdy dzień, każda chwila dzieje się naprawde. Każda łza, każde niewypowiedziane zdanie, każda źle podjęta decyzja. Tkwimy w tym życiu po łokcie bez możliwości erase. Niemoc też jest prawdziwa i ten stan, kiedy rozsądek każe działać, a serce szuka usprawiedliweń i co chwile wyciaga z przeszłości jakieś sentymentalne argumenty bez znaczenia.

Za rok mogę przecież siedzieć w Paryżu pod wieżą Eiffla, gapić się w słońce i jeść kasztany. Nigdy nie jadłam kasztanów.

Tu i teraz jest takie ulotne. Było i już minęło.
Niestałość życia przeraża i fascynuje mnie jednocześnie.

Kiedyś bałam się zmian. A teraz wiem, że jedyną stałą rzeczą są zmiany.
Akceptuję je, ufam, że są dobrodziejstwem. Więc staram się nie topić w morzu łez, tylko szybko nabierać powietrze w płuca i wypływać na powierzchnię.

I zacząć na nowo, od nowa, z tą samą co zawsze naiwną wiarą, że będzie dobrze.

Życie faktycznie jest jak pudełko czekoladek - nigdy nie wiesz, jaka Ci się trafi.

czwartek, 7 kwietnia 2011

Napełniam swoją głowę literami, wyrazami, zdaniami
Zczytuję białe strony
Chłonę słowa
Kartki
Myślę cudze myśli
Bo własnych nie mam wcale
I nie wiem co czuć...
Pusta i bez sił
Az wstyd się tak użalać
Skoro wokoło tyle tragedii

Marudzę tak bardzo, że aż zaczęło padać.

Czwartek już.

środa, 6 kwietnia 2011

wtorek, 5 kwietnia 2011

Ktoś napisał dzisiaj na facebooku, że ma truskawki na śniadanie (a swoją drogą na czym hodowane są te truskawy, że już na początku kwietnia stoją ich pełne stragany?!?). Mnie rano obudziła jedna tylko myśl: chcę pączka! A najlepiej dwa. Wpadłam do cukierni, kupiłam największe, z obłędnie grubą wartwą lukru i teraz przebieram niecierpliwie nogami, bo zaraz zakręt, pracowa recepcja, biurko, kawa i pączki pączki pączusie!

A przebiśniegi kwitną jak głupie :)

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Czarownice.

Jakiś czas temu śniła mi się moja przyjaciółka. Śniło mi się, że chyba jest drugi raz w ciąży. Jak sie okazało - właśnie tego dnia robiła test.
Dzisiaj dostałam od niej smsa, w którym napisała, że jej się śniłam, po czym zrelacjonowała mi to, co dzieje się w moim życiu właśnie teraz.

Odkąd ona ma swojego malutkiego synka, a ja od rana do wieczora siedzę w swojej korporacji, nie mamy kontaktu. Spotykamy się od czasu do czasu nadrabiając zaległości i raportując najważniejsze i zupełnie banalne wydarzenia z ostatnich tygodni.
Na szczęście to, czego nie mamy czasu i okazji sobie opowiedzieć, najwyraźniej śnimy o sobie.


Blood lamp


For the lamp to work one breaks the top off, dissolves the powder, and uses their own blood to power a simple light. By creating a lamp that can only be used once, the user must consider when light is needed the most, forcing them to rethink how wasteful they are with energy, and how precious it is.