Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 listopada 2011

Sweter mojego chłopaka.

Na oparciu krzesła zostawił swój sweter.
Spędziłam w nim cały wieczór.
Z grzanym winem w ręce, w kocu, w powietrzu czując zapach Jego perfum zapamiętany w zakamarkach wełnianych włókien.
Rzeczy dzieją się.
Bez udawania, zmuszania, imaginowania sobie kogoś, czegoś, wszystkiego.
Rób mi tak. Tak mi dobrze.


Lato skończyło się na dobre.
Życie jesienią to przewidywalne rytuały: praca, dom, praca, weekend.
Tęsknię za atmosefrą bohemy. Spędzania nocy na rozmowach, znikania na długie godziny i bycia dla tych momentów, które czuje się dużo mocniej i pamięta dłużej...
Dorastając trzeźwiejemy z marzeń.
Obdarty, okradziony z iluzji człowiek albo sam stanie się magikiem swojego życia, albo żyć będzie i w końcu umrze robiąc tylko przysługę innym ludziom zdegustowanym jego bezcelową, smutną wegetacją.
Być korposzczurem, a po godzinach wolnym ptakiem? A może zostawić to wszystko za sobą, a przed sobą mieć tylko kolejny dzień - nie myśląc o tym, gdzie się chce dojść, ale jak chce się tam iść?

Prozaiczne z pozoru rzeczy, robione w odpowiedni sposób stają się niezwykle.


    

Jesienią zawsze oblewam się herbatą, bo najbardziej lubię ją na kolanach i grzać dłonie o kubek. Już jak robię sobie herbatę wiem, że się nią obleję. Czasem nawet wcześniej zakładam dres. Strasznie nie lubię oblewać jeansów herbatą.  



niedziela, 5 grudnia 2010

Tak pięknie, że ho ho ho! 

Psy szaleją na śniegu jak pijane zające. Mordy im się śmieją od ucha do ucha, ogony machają psem i naprawdę przyjemnie jest patrzeć, jak wpadają w biały puch rozrzucając go na boki. Mróz skrzypi śniegiem, śnieg błyszczy się jak milion monet, a ja bez dwóch co najmniej swetrów na sobie nie wystawiam nosa z domu. 

Co będę pisać, lepiej pokazać zdjęcia, bo pięknie to wygląda. 






A na tarasie tylko królów brakuje do tych tronów. 



I jeszcze jedna moja mała prośba. Do 21 grudnia odbywa się akcja wirtualnego dokarmiania psiaków, działa na zasadzie Pajacyka. Info o psach jest tu, tam też znajdziecie więcej wiadomości o samej akcji. Kliknijcie więc proszę codziennie w jakiegoś biedaka, to tak niewiele. Mi, zwłaszcza w tą mroźną, wieczorową porę ciężko na sercu ze świadomością, jak fatalnie wygląda sytuacja w schroniskach i tym samym życie wielu psiaków. One się na świat nie prosiły i same w tych klatkach nie pozamykały. Z góry dziękuję za każdy klik.

sobota, 4 grudnia 2010

Nie jest zła. Zima.

Zima włazi mi każdą szczeliną w zakamarki mojego ciała. Choćbym nie wiem jak się okapturzyła, zawsze skubana znajdzie drogę. To jak wkładanie lodowatej ręki pod bluzkę. 

Zauważyłam, że zimą trzeba się cieszyć. Jak tylko ma się ochotę marudzić to od razu znajdzie się ktoś, kto udzieli stosownej reprymendy, że Polacy marudzą zawsze, że zima jest przecież piękna. Więc ja się cieszę, cieszę się każdego dnia, bo każdy dzień zimy przybliża mnie do wiosny.   

- Jak zapętlić na wpół śpiącego człowieka?
- Dać mu trójkątny koc.
                                                     by Joe Monster

Wczoraj zdzierałam gardło wyjąc pod sceną 'jak statki na nieeebiieeee'.... Spotkałam prawie wszystkich, których przez ostatnie pół roku nie miałam okazji spotykać. Brakowało mi tych branżowych imprez, więc tym bardziej cieszy mnie zawodowy come back. W zasadzie wszystko mnie cieszy, bawi, podnieca i ekscytuje. Nawet pełna skrzynka mailowa. Wariatka.   




No właśnie bejbe. Tylko widzisz, pomieszanie danielsa z wódką nadal nie zaburza, w moim przypadku, jasności widzenia. Wszystko było źle, źle grasz, złe reguły stosujesz. To nieostrożne zwłaszcza, gdy łamiesz zasady. Bo ja lubię swoje zasady. Lubię mieć przy boku faceta, a nie podpitego chłopca. Jestem jędzą w tym przypadku i nigdy nie było inaczej. 


niedziela, 28 listopada 2010

Się stało się.

Pożegnaliśmy się jesienią na chwilę, a trzy godziny później witaliśmy się już zasypani śniegiem. Zima nastała. Teraz najlepiej smakuje gorąca herbata z cytryną, a ciastka korzenne kupuję na pół kilogramy. Zajadam je bananami. I niechętnie wygrzebuję się z kocy, niechętnie wstaję z łóżka. Za daleko mi do wiosny...

Odliczam czas do końca i początku zarazem. Jeszcze dwa dni. Czterdzieści osiem godzin niezobowiązującej laby. Zniecierpliwiona przestępuję z nogi na nogę i zacieram ręce. Garsonki w szafie obrosły w piórka, będą się teraz idealnie prezentować na co dzień.    

Poza tym ćwiczę się w prokrastynacji. Talerze i kubki brudzą się jak na złość same, pranie czeka na upranie, jutro jutro jutro.... Dzisiaj nie. Dzisiaj jem ciastka.

A z zimy najbardziej ucieszyły się psy, chociaż i mnie, wbrew sobie, te mroźne spacery wciągają. Godzina śnieżnej tułaczki, a później kawa, herbata, ciastka i ja z książką otulona kocem. Psy śpią błogo zmęczone, bo nie łatwo jest na krótkich nóżkach biegać po polach i lasach. 

Krajobrazy zapierają dech w piersi... Jestem synestetką, więc to uczta dla moich zmysłów.   




    



środa, 13 października 2010

Kolejny dzień po lecie.

 Szłam dzisiaj chodnikiem czubkiem szpilki rozgarniając pomarańczowe, szeleszczące liście. Słońce jeszcze nas rozpieszcza swoim ciepłem, ale gołe kikuty drzew straszą zimą... Na stałe już włożyłam moją panterkową parasolkę, prezent od mamy, do torebki, wyczekując jesiennej słoty. Synoptycy wróżą srogą zimę, do której zupełnie mi się nie spieszy, a w powietrzu czuć już drażniący mroźny zapach. I ta malownicza mgła w powietrzu okrywająca krajobraz, zwłaszcza ranem. Dni mijają nieubłaganie, bezwzględne dla naszych uczuć. Jeszcze chyba nie przywykłam do zimna, ponieważ ciągle marznę. Moje dłonie przyrastają powoli do kubka gorącej herbaty, bo traktuję to obecnie jako szybko dostępne, odnawialne źródło ciepła. 
 Mam aktualnie ciut więcej czasu, żeby nie w biegu popatrzeć na świat, na ludzi gdzieś pędzących . Do tej pory zawsze razem z tym tłumem goniłam czas, więc bawi mnie ta nowa możliwość obserwacji z perspektywy kogoś 'z boku'. Robię więcej zdjęć, mniej narzekam, więcej mam czasu na czytanie książek i z dziką satysfakcją czasem patrzę sobie w słońce - bo jeszcze niedawno pracując w korpofabryce słońce świeciło mi zza pleców prosto w ekran monitora, więc zasłaniałam rolety a wraz z nimi widok na słońce.

Jedno niezmiennie mnie zastanawia: dlaczego ludzie biegną do metra? Biegną taranując stalowe bramki, po tych stromych stronach ryzykując połamanie nóg i nosa, wpadają prosto w zatrzaskujące się drzwi albo bez sukcesu dopadają odjeżdżający już prawie wagon. Po co, skoro za 1,5 minuty, no góra 3 minuty, będzie kolejne metro?
Wiem wiem, czas to pieniądz, ale to tak głupkowato wygląda, jak biegnie taki jeden ambitny gubiąc nogi, a wszyscy na peronie obstawiają w duchu zdąży czy nie zdąży?


By the way: wygrzebane z sieci.
Bo chłopcy nie muszą być niebiescy, a dziewczynki różowe.
Uwielbiam takie kreatywne podejście do zwyczajnych przedmiotów.  
Osoby łatwo gorszące się proszone są o szybkie przeniesienie obu dłoni na oczy w celu zakrycia ich!
A ja jestem ciekawa wersji dla dziewczynek.






piątek, 8 października 2010

Zimno.

Nawet strasznie zimno. Jeszcze słońce trochę nas mami wspomnieniami lata, ale zdecydowanie nic innego, jak tylko pierwszego śniegu wypatrywać. Ostatnio, dla urozmaicenia chyba, wieje zimny, przejmujący wiatr, od którego czuję się jak skamienielina.Chyba faktycznie w tym roku synoptykom się uda nas zaskoczyć i ich prognozy o szybkiej, srogiej zimie, się sprawdzą. Dla mnie więc zaczyna się najdłuższy i najgorszy, bo zimny, czas w roku. Nie ma litości, będę marzła do lata! Pocieszające jest tylko to, że nie pada! Szarobure krajobrazy otumaniają myśli i czynią rzeczywistość smętną. I my tak trwamy w tym letargu do lata... 
Być misiem i przespać to - oto jest plan!


Leśne znalezisko z wczoraj. Ładne. Jak z bajki 'Alicja w Krainie Czarów'.