wtorek, 5 października 2010

Poka cycki!

Jest wiele rzeczy, które mnie w kobietach dziwią, a jedną z nich jest ogromna potrzeba pokazywania cycków. Tak wiem, aby być politycznie poprawna powinnam powiedzieć biust. Ale mówię cycki, z wielu względów.
Jedne panie mają się czym pochwalić i faktycznie nawet przyjemnie popatrzeć sobie na ich walory. Inne jakby mniej mają się czym przyszaleć. Pokazywać jednak większość chce.
Nie, nie jestem pruderyjną, zgorzkniałą, brzydką larwą w przetłuszczonych włosach, chociaż wiem, że tak byłoby łatwiej. Nie jestem też amiszką. Nie razi mnie nagość, wręcz lubię ją celebrować. Ale żeby z tym od razu do gazet biegać, na naszą klasę czy inne fejsbuki? 
I właśnie od tego momentu zaczynają się moje pytania. Bo przecież piękno jest względne. Tak jak niejednemu zakochanemu mężczyźnie, który zarzeka się, że cellulit jest fe, będzie oszałamiająco podobać się jego kobieta z nogami jak u słonicy - nie tylko pod względem wielkości, ale także faktury. I tak samo, niejeden miłośnik ogromnego matczynego biustu będzie co wieczór namiętnie zanurzał się w biuście opatrzonym na poniższym obrazku opisem rodzynki, względnie wisienki


    

Tak to właśnie bywa w życiu, że nie raz zarzekamy się bijąc w pierś i plując przez ramię, a później wychodzimy na idiotę. Właśnie dlatego miłośnik arbuzów, choć nie raz tęsknie westchnie na widok takowych mijanych na ulicy, to i tak wie, że najlepiej pod słońcem mu z jego cytrynkami u boku. 

Myślę sobie, że faceci preferencje swoje mają, ale koniec końców można negocjować. Natomiast z kobietami to już inna sprawa. Właśnie szukam w głowie konkretnego przykładu, gdy kobieta jest poprostu zadowolona ze swoich piersi. Nie znam nikogo, poza mną, of kors. Te z małymi narzekają, że są za małe. Te z dużymi - że za duże. Wariactwo. Małych nie widać, duże za bardzo wiszą - nie dogodzisz. Pół biedy, jak narzekania są dyskretne, ale jeśli ten detal staje się życiowym problemem, o którym wiedzą wszyscy, począwszy od mamy i babci, poprzez sąsiadki i koleżanki z pracy, na własnym osobistym mężczyźnie kończąc - to mamy żenadę na całego. Zwłaszcza w temacie mężczyzny. Bo sąsiadki, koleżanki i inne damy płci pięknej, to i tak suchej nitki przeważnie na rywalce nie zostawią. Kobiety mają już tak genetycznie, i raczej nic tego nie zmieni, że choćby i piękna była i miła była, to i tak coś złego w niej znajdą. I wyolbrzymią do stosownych granic. A niech ma za swoje, jeszcze by się mogła mojemu facetowi spodobać, jeszcze mogłaby lepiej wypaść niż ja, trza krowę ustawić w szeregu. 
Ale jeśli mój facet nie może się w nocy normalnie kochać przy zapalonym świetle, jak ma ochotę, bez fiszbinowych rusztowań i umocnień, co by ciało zwarcie do kości przylegało, a każdy posiłek lub jego brak kojarzy się z cellulitem na pupie czy oponce na brzuchu - to odrobinę słabo. 
Ja to wogóle  jestem zdania, że kobieta musi być atrakcyjna i kusząca, musi mieć czym tego swojego mężczyznę dzień w dzień czarować. Ale czarować to nie znaczy rzucać klątwę cellulitową na całe wspólne życie... 

Z tym, że ja to mam w tych tematach dość staroświeckie poglądy. Nie wzięłabym swojego mężczyzny do fryzjera, żeby patrzył na mój proces robienia się; niekoniecznie chcę, żeby mnie widział w maseczce (no, chyba że robimy wspólnie jakiś pieprzny maseczkowy wieczór - wtedy mogę mieć maseczkę wszędzie); nie wyobrażam sobie odpuścić mycie włosów, ciała, czy robienie makijażu, tylko dlatego, że mam urlop. Taka już jestem zasadnicza w tych kwestiach.

A wracając do parcia na szkło. Kiedy miałam kilka lat mniej, powszechne było eksponowanie pewnych części ciała przez dziewczynki na różnego rodzaju serwisach. Niektóre trzymały się pewnych granic, a inne sprawdzały w praktyce moment, od którego zaczyna się pornografia, stając się często piczonem. Niektóre z bycia piczonem wyrosły, inne nie i dzisiaj możemy je podziwiać na blogach poświęconych tej tematyce. Wiadomo jednak, że młodość i głupota często idą w parze, więc można przymknąć oko i uznać to za element poznawania swojej kobiecości - zjawisko czasem żenujące, ale konieczne. Co robić. 
Ale jeśli takie rzeczy dzieją się dzisiaj, z moimi równolatkami, żonami nierzadko, to uczucie zażenowania niezmiennie mi towarzyszy.
Ja wiem, że presja na kobiety jest ogromna, a cycki są wszędzie. W gazetach, w internecie, w telewizji. Wszyscy je pokazują, dostają za to brawa, są na pierwszych stronach, a plebs krzyczy więcej!. Jest pobyt - jest podaż i mamy więcej cycków. Społecznie już nie ma problemu, żeby licealistka się rozebrała dla Playboy'a, a koledzy z klasy sobie później rozkładówkę pooglądali, nie myśląc przy tym o matematyce. Tutaj przynajmniej jednak można liczyć na photoshopa i wszystko wygląda ładnie i jest na swoim miejscu. Nie chcesz - nie patrz, gazeta kosztuje, więc zawsze parę groszy w kieszeni zostanie. Ale czasem widzisz zdjęcia swojej koleżanki po takiej amatorskiej sesji i nawet nie drażni Cię ten śmieszny niurek, jaki robi prężąc się przez aparatem, nawet nie masz za złe fotografowi, że nie walną po plerach, żeby się nie garbiła. Ale patrzysz i myślisz sobie, dlaczego jej biust jest pod pachami? Ja wiem, że tam jest jego miejsce, ale gazety mnie przyzwyczaiły, że grawitacji czasem nie ma, a tu patrzę i widzę coś, na co nie byłam przygotowana. Spotykam później tą samą koleżankę, niby ma sweterek, ale ja nadal szukam tych piersi pod pachami. I mam wizualizację, że jeśli odpiąć biustonosz to one się tam, pod tymi pachami, natychmiast znajdą! 
I nie ma, że możesz nie patrzeć. Właśnie musisz, bo Twoja koleżanka postanowiła Cię swoim widokiem uraczyć. Za darmo.

Cycki przestały być erotyczne, przestały być czymś, kurcze, tajemniczym. Czytam sobie na Onet.pl, że z Top Model odpadła pierwsza uczestniczka, mimo, że jako pierwsza cycki pokazała. Z własnej, nieprzymuszonej woli. Jury niedobre nie doceniło tego aktu odwagi i powiedziało 'papa'. Ale nie martwmy się, bo już za chwilę z pewnością zobaczymy koleżankę w Playboy'u. I tak jak do Frytki przylgnęła wanna, choćby zmieniła milion imion, nazwisk, nicków i pseudonimów scenicznych, tak samo ona już zawsze będzie cyckami. Ja o niej zapomnę, Wy o niej zapomnicie, ale wystarczy powiedzieć, że to ta od cycków i będzie wiadomo, o kogo chodzi. 
Moim zdaniem miała do zaoferowania coś znacznie więcej, niż cycki. Nie warto było, choć Playboy pewnie dobrze zapłaci.

Jakiś czas temu trafiłam na serwis, na którym promują się młode matki w ciąży. Pomijam sens takich galerii i fakt, że gdyby mnie ktoś wcześniej przezornie uprzedził co mnie czeka, to darowałabym sobie jakiekolwiek jedzenie przed tą lekturą. Ale stało się, widziałam, dziękuję bardzo. Przyszłe matki w wieku nastu lat, bardzo młode... Buzie dzieci, przeważnie kamuflowane ostrym blondem na głowie, brzuchy - dorosłych kobiet. 90% tych zdjęć było nagich, względnie pół nagich, w zasadzie wszystkie ocierały się o erotyzm, część była pornograficzna... To się tak bardzo kłoci, to dziecko w brzuchu i te pozy, ta pustka w głowie...

Zaczęło się od cycków, skończyło się na małoletnich w ciąży, ale tak naprawdę to od jednego do drugiego nie jest długa droga. Trzeba mieć naprawdę solidne podstawy, które imho wynosi się z domu, żeby na nich budować siebie samego. Bez pokazywania cycków. 
Biusty są fajne, ale jeśli zdefiniujemy siebie tylko w odniesieniu do nich, to nikt w nas nie zobaczy nic więcej. A cycki przeminą. Pójdą w dół, pod pachy i sflaczeją. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz