piątek, 1 października 2010

Cykl rozwoju pająka.


Potrzebuję go znać! Najlepiej w skróconej formie z naciskiem na: jak go zdusić w zarodku! Szybko, teraz! Albowiem: liczba pająków znalezionych w ciągu ostatnich 3 dni w moim mieszkaniu osiągnęła liczbę 4.
To bardzo niepokojąca statystyka!
Mogę pociąć dżdżownicę na kawałeczki, mogę pobawić się ślimakami, zjeść małża, owinąć się wężem (najlepiej  top less i żeby obok była wizażystka i światowej sławy fotograf, który to uwieczni), do tego lubię myszy i szczury. Ale, cholera, coś za dużo tych pająków wokoło. I tak kombinuję, że skoro te znalezione miały od 1 mm do 1,5 cm, to:
- albo jest/było tu jakieś bydle, które to produkuje, 
- albo zwabione ciepłem przyłażą do mnie bez pozwolenia...
Przed chwilą jeden spierdzielił pod lodówkę! No żesz! Przecież teraz muszę tą lodówkę odsunąć, dorwać insekta i wciągnąć do odkurzacza. Na domiar złego, z powodu tego, że nie miałam odkurzaczowych worków jednorazowych, użyłam standardowego, więc jeśli go wciągnę, on tam będzie czekał. Będzie tym bardziej, im bardziej ja będę musiała ten awaryjny worek opróżnić!
Nie ma litości dla arachnofobów...
Nie palę (czasem się nie liczy), nie piję (w ten zły sposób), nie biję dzieci, nie okradam staruszek, więc chyba można uszanować, ze mam swoją własną małą fobijkę?
A właśnie wczoraj oglądałam Top Model polisz werszyn i tam dziewczynki tak ładnie pozowały z kudłatymi ptasznikami. Nawet pomyślałam, że dałabym radę. Trzeba tylko myśleć optymistycznie, że ptaszniki to przecież nie jest nazwa dla pająka. I wykrakałam! Teraz mi lata po kuchni jakiś jeden mały, więc pewnie skurczybyk urośnie. Będzie duży, czarny, kudłaty, z okrągłą dupogłową, będzie siedział na środku kuchni i czekał, aż wejdę tam po ciemku i prawie zemdleję, gdy tylko go zobaczę. Tak jak kiedyś...
No i w takich momentach przydałby się facet. Albo kot.
Ostatnio przesiedziałam na przeciwko takiego pająka, wielkości pięści, spasionego na moich podłogowych okruszkach, pół godziny. Trzymając w ręce gotową na wszystko rurę od odkurzacza i oczekując w tym stanie podwyższonej gotowości mojego Ówczesnego, który miał go skutecznie usunąć. Rozważałam ucieczkę i poczekanie na dole, pod domem, ale bałam się, że bestia ucieknie i jeszcze nie raz mnie znienacka zaskoczy. Wolałam więc mieć ją na oku. 
Normalnie staram się zrobić użytek z odkurzacza, ale przy tuszy tego pająka sama świadomość odgłosów, jakie będzie wydawać jego ciałko obijające się o rurę od odkurzacza, sprawiało, że robiło mi się słabo.
W moim mieszkaniu obowiązuje jedna zasada: nie ma w nim zabarykadowanych kątów, nie ma zakamarków, nie ma miejsca dla pająków!!! Jest rozmyślnie urządzone tak, aby było wyjątkowo nieprzyjemne dla wszelkich insektów.




1 komentarz:

  1. wiem że nie po winie tylko po wódeczce

    OdpowiedzUsuń