I don't want realism. I want magic...
Jakoś tak się zrobiło bez znaczenia.
Dzień za dniem mija, jeden podobny do drugiego.
Nic. Dzieje się NIC.
Nawet las jest taki zrezygnowany.
Już nie szeleści liśćmi, nie słychać ptaków, jest tylko głucha, głupia cisza wyczekiwania na zimę.
I tylko powietrze gęste jest od moich niecierpliwości.
Doszło do tego, że momentami odpalam papierosa za papierosem, a przecież nie palę!
Tyle, że widok dymu ulatującego w powietrze działa na mnie uspakajająco.
Gdybym była kotem z pewnością oddawałabym się błogim kocimiętkowym sesjom.
Byle tylko oszukać myśli.
Byle przeczekać ten czas zawieszenia.
Jedzenie mi mniej smakuje, słońce świeci słabiej i nawet gry miłosne nie budzą motyli do lotu...
Potrzebuję poruszeń i żeby mi oczy znów zaczęły błyszczeć...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą las. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą las. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 15 listopada 2010
piątek, 29 października 2010
A na gałęziach siedzą anioły i kruszą.
Czy wiecie czym szumi dzisiaj las?
Miał być poranny niedługi spacer przed śniadaniem, a niezauważalnie zeszły się prawie dwie godziny. Po drodze nieświadomie zakupiłam takie totalne must have w moim porannym menu czyli jajka + mleczko do kawy i targając to ze sobą 'na chwilę' weszłam do lasu. Poniosło mnie dzisiaj w bok i chociaż wydawało mi się, że znam już każde drzewo, ścieżkę i paśnik, dzisiaj odkryłam to miejsce na nowo. Obawiam się, że zdjęcia nie są w stanie oddać obrazów, które wprawiły mnie w całkowite osłupienie i rozmarzenie. A dzień dzisiaj zaczął się bardzo tak sobie. Nocą uprzejmie raczyły odwiedzić mnie wszystkie możliwe demony ostatnich wydarzeń. Po przebudzeniu jedyne na co miałam ochotę to szot wódki. Albo trzy.
Las szumi odgłosami spadających i unoszących się bezwiednie liści. Dookoła mnie wirowały żółte płatki poruszane każdym najmniejszym podmuchem wiatru. Poza tymi dźwiękami panowała absolutna cisza, przerywana jedynie jękiem żyjących swoim życiem drzew, bądź szelestem moich kroków po dywanie liści. Niesamowite jest to, że byłam tam tylko ja, psy i ogromna niczym niezmącona cisza. Totalnie bajkowe, nierealne wręcz doznanie, gdzieś z pogranicza jawy i snu.
A las sam po swojemu zaprasza na spacer. Wywrócone konary drzew, tunele ułożone ramionami gałęzi, zarośnięte zagajniki - to wszystko tworzy naturalną nawigację, której poddawałam się bez oporu idąc dalej i dalej przed siebie. Liście mają takie kolory i kształty, że oszaleć można. Jakby ktoś po kryjomu nocą z zapałem malował je najwspanialszymi farbami dobierając kolory wedle burtonowskiej fantazji. Natura z pewnością cały wszechświat kreatywności ma w jednym małym najmniejszym palcu z plakietką Dyrektor Artystyczny.
Czy wiecie czym szumi dzisiaj las?
Miał być poranny niedługi spacer przed śniadaniem, a niezauważalnie zeszły się prawie dwie godziny. Po drodze nieświadomie zakupiłam takie totalne must have w moim porannym menu czyli jajka + mleczko do kawy i targając to ze sobą 'na chwilę' weszłam do lasu. Poniosło mnie dzisiaj w bok i chociaż wydawało mi się, że znam już każde drzewo, ścieżkę i paśnik, dzisiaj odkryłam to miejsce na nowo. Obawiam się, że zdjęcia nie są w stanie oddać obrazów, które wprawiły mnie w całkowite osłupienie i rozmarzenie. A dzień dzisiaj zaczął się bardzo tak sobie. Nocą uprzejmie raczyły odwiedzić mnie wszystkie możliwe demony ostatnich wydarzeń. Po przebudzeniu jedyne na co miałam ochotę to szot wódki. Albo trzy.
Las szumi odgłosami spadających i unoszących się bezwiednie liści. Dookoła mnie wirowały żółte płatki poruszane każdym najmniejszym podmuchem wiatru. Poza tymi dźwiękami panowała absolutna cisza, przerywana jedynie jękiem żyjących swoim życiem drzew, bądź szelestem moich kroków po dywanie liści. Niesamowite jest to, że byłam tam tylko ja, psy i ogromna niczym niezmącona cisza. Totalnie bajkowe, nierealne wręcz doznanie, gdzieś z pogranicza jawy i snu.
A las sam po swojemu zaprasza na spacer. Wywrócone konary drzew, tunele ułożone ramionami gałęzi, zarośnięte zagajniki - to wszystko tworzy naturalną nawigację, której poddawałam się bez oporu idąc dalej i dalej przed siebie. Liście mają takie kolory i kształty, że oszaleć można. Jakby ktoś po kryjomu nocą z zapałem malował je najwspanialszymi farbami dobierając kolory wedle burtonowskiej fantazji. Natura z pewnością cały wszechświat kreatywności ma w jednym małym najmniejszym palcu z plakietką Dyrektor Artystyczny.
sobota, 23 października 2010
Pragnienie.
Chciałabym teraz w mroku stać blisko Ciebie i patrzeć Ci głęboko w oczy. Ray Charles grałby naszą ulubioną melodię, tą, którą zawsze śpiewasz mi w samochodzie.
Patrzyłbyś na mnie pełen zachwytu pozwalając mi się onieśmielać. Wiedziałbyś dobrze, że bezwstydnie kłamię, gdy bez zająknięcia mówię, że Cię nie chcę. Śmiałbyś się z tej mojej pozy. Słowami pieściłbyś moje żądze. Swoimi dłońmi kształtowałbyś moje ciało. Westchnieniom odbierałbyś oddech. Wreszcie.
Ale w końcu zapaliłbyś papierosa, a ja znów myślałabym, że nie lubię, gdy palisz...
Pełnia dzisiaj. Księżyc zawisł samotnie nad głowami świecąc uparcie żółtym neonem. Las szumi liśćmi i szeptami przechodniów niespiesznie wracających do domów w powolnej ucieczce przed zmrokiem. Chciałam zostać pod niebem, sam na sam z księżycem. W tej ciemności wymyślić sobie Ciebie i celebrować nasze spotkanie.
Połamałam Ci skrzydła i już nie możesz latać. Masz rację, że miało być inaczej...
środa, 20 października 2010
Bez tytułu.
Spacery dają mi ukojenie. Obcowanie sam na sam z przyrodą jest za każdym razem balsamem dla mojej duszy i myśli. Trzeba tylko móc na chwilę zatrzymać się, zadumać nad sobą i nad życiem. I nagle wszystkie krzykliwe dźwięki miasta ustępują miejsca odgłosom szeleszczących liśćmi kroków. Las tonie w odcieniach żółci i brązów. Nagie już drzewa czekają aż zima otuli je puchem śniegu. Bez względu na wszystko przyroda żyje swoim własnym rytmem, niezakłóconym i niewzruszonym przyziemnymi sprawami. Stale noc zamienia się z dniem, słońce z deszczem a lato z zimą.
Armageddon was yesterday - today we have a serious problem. Więc wzięłam psy i poszłam na długi spacer. Ciepły oddech odznacza się parą na zimnym powietrzu. To taki sygnał, że lato odeszło na dobre. Rzucanie piłki szczęśliwym, z tego powodu, psom odrywa niesforne myśli stale zajęte swoimi problemami. Pomyślałam, że nigdy nie byłam nad morzem zimą. Nigdy nie widziałam zamarzniętego brzegu i śniegu zamiast piasku. Chciałabym w tym roku nadrobić te zaległości.
Uciekam w książkę i zapach kadzidła. Wieczory nieodłącznie tlą się płomieniami świec.
Mówią, że muzyka koi duszę, ale ja myślę, że ona tylko odsłania nasze prawdziwe uczucia i emocje. Tak samo powoduje uśmiech, jak wyciska łzy ukrywane pod maską grymasów twarzy. Tylko oczy nigdy nie kłamią. W nich widać zawsze czystą radość, ból i strach. Szkoda tylko, że tak rzadko patrzymy sobie w oczy...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
