Pokazywanie postów oznaczonych etykietą papieros. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą papieros. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 listopada 2010

I don't want realism. I want magic...


Jakoś tak się zrobiło bez znaczenia.
Dzień za dniem mija, jeden podobny do drugiego.
Nic. Dzieje się NIC.
Nawet las jest taki zrezygnowany.
Już nie szeleści liśćmi, nie słychać ptaków, jest tylko głucha, głupia cisza wyczekiwania na zimę.
I tylko powietrze gęste jest od moich niecierpliwości.
Doszło do tego, że momentami odpalam papierosa za papierosem, a przecież nie palę!
Tyle, że widok dymu ulatującego w powietrze działa na mnie uspakajająco.
Gdybym była kotem z pewnością oddawałabym się błogim kocimiętkowym sesjom.
Byle tylko oszukać myśli.
Byle przeczekać ten czas zawieszenia.
Jedzenie mi mniej smakuje, słońce świeci słabiej i nawet gry miłosne nie budzą motyli do lotu...
Potrzebuję poruszeń i żeby mi oczy znów zaczęły błyszczeć...




niedziela, 31 października 2010

Subtelny urok dekadencji.

Tak wyglądał mój dzisiejszy poranek razy dwa:

http://loveyourchaos.tumblr.com/post/1066065906

Wstać połowicznie udało mi się za trzecim razem i dopiero później - definitywnie - za czwartym. Błoga, dzika noc mnie pokonała. I wino. 

A na mieście Halloween się dzieje. Czas zadumy nad życiem i śmiercią współistnieje z czarownicami i dyniami oswajającymi kostuchę z nowoczesnością. Sacrum i profanum igrające ze sobą we współczesnym danse macabre. 




Warszawę najbardziej lubię nocą. Lubię ulice pełne ludzi nieliczących czasu. Lubię duszne od papierosów zatłoczone puby tętniące odgłosami za głośnych rozmów. Lubię być częścią tego nocnego spektaklu, gry pozorów i chwilowego zapomnienia w oparach tytoniowego dymu. Lubię czuć wokół siebie posmak dekadencji i celebrować go, by wreszcie zmęczona nocnymi obrazami zaznać ukojenia w swoim łóżku. 

Żegnając możliwość trucia się nikotyną podczas tych nocnych eskapad wypaliłam dzisiaj swoje myśli i umysł. Na zapas. Czeka nas nowa, zdrowa wizja imprezowania z marchewką w ręce. W kolejności jest zakaz spożywania alkoholu na rzecz soków wieloowocowych. Nocne życie umrze, a my będziemy zdrowi siedzieć przed telewizorami. Z życiowych suwerennych wyborów pozostanie nam wybór kanału. Będziemy mieć swoją nieznośną lekkość bytu. 
    


PS. Dzisiaj minął pierwszy rok mojego kolejnego nowego życia. A może kolejny etap tylko? Wiele się w tym czasie zmieniło, ja się zmieniłam... Ten rok miał dla mnie ogromne znaczenie. Cieszę się, że dane mi było go przeżyć w ten właśnie sposób. 


Niczego bym nie zmieniła. 


sobota, 23 października 2010

Pragnienie.

Chciałabym teraz w mroku stać blisko Ciebie i patrzeć Ci głęboko w oczy. Ray Charles grałby naszą ulubioną melodię, tą, którą zawsze śpiewasz mi w samochodzie. 

Patrzyłbyś na mnie pełen zachwytu pozwalając mi się onieśmielać. Wiedziałbyś dobrze, że bezwstydnie kłamię, gdy bez zająknięcia mówię, że Cię nie chcę. Śmiałbyś się z tej mojej pozy. Słowami pieściłbyś moje żądze. Swoimi dłońmi kształtowałbyś moje ciało. Westchnieniom odbierałbyś oddech. Wreszcie.

Ale w końcu zapaliłbyś papierosa, a ja znów myślałabym, że nie lubię, gdy palisz...  
  
Pełnia dzisiaj. Księżyc zawisł samotnie nad głowami świecąc uparcie żółtym neonem. Las szumi liśćmi i szeptami przechodniów niespiesznie wracających do domów w powolnej ucieczce przed zmrokiem. Chciałam zostać pod niebem, sam na sam z księżycem. W tej ciemności wymyślić sobie Ciebie i celebrować nasze spotkanie.

Połamałam Ci skrzydła i już nie możesz latać. Masz rację, że miało być inaczej...