Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cisza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cisza. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 listopada 2010

I don't want realism. I want magic...


Jakoś tak się zrobiło bez znaczenia.
Dzień za dniem mija, jeden podobny do drugiego.
Nic. Dzieje się NIC.
Nawet las jest taki zrezygnowany.
Już nie szeleści liśćmi, nie słychać ptaków, jest tylko głucha, głupia cisza wyczekiwania na zimę.
I tylko powietrze gęste jest od moich niecierpliwości.
Doszło do tego, że momentami odpalam papierosa za papierosem, a przecież nie palę!
Tyle, że widok dymu ulatującego w powietrze działa na mnie uspakajająco.
Gdybym była kotem z pewnością oddawałabym się błogim kocimiętkowym sesjom.
Byle tylko oszukać myśli.
Byle przeczekać ten czas zawieszenia.
Jedzenie mi mniej smakuje, słońce świeci słabiej i nawet gry miłosne nie budzą motyli do lotu...
Potrzebuję poruszeń i żeby mi oczy znów zaczęły błyszczeć...




poniedziałek, 8 listopada 2010

W brzuchu motyle.

Nie róbmy z motyli posłańców szczęścia
One za krótko żyją

Skrzydłami robią dużo hałasu o nic
A gdy odlecą
Cisza kłuje w uszy. I w serce.

I po co to? Czy nie jest dobrze tak, jak jest?  




Czy z góry wiadomo już jaki będzie koniec? Bo zawsze koniec jest taki sam.
Przez to czuję się jak ktoś, bez przeszłości. Bo nic z tego, co kiedyś, nie zostało w dzisiaj.
Dzisiaj zaczęło się przed chwilą i będzie trwać do jutra rano.
Dopóki nie zaparzę kawy.


piątek, 29 października 2010

A na gałęziach siedzą anioły i kruszą.

Czy wiecie czym szumi dzisiaj las?

Miał być poranny niedługi spacer przed śniadaniem, a niezauważalnie zeszły się prawie dwie godziny. Po drodze nieświadomie zakupiłam takie totalne must have w moim porannym menu czyli jajka  mleczko do kawy i targając to ze sobą 'na chwilę' weszłam do lasu. Poniosło mnie dzisiaj w bok i chociaż wydawało mi się, że znam już każde drzewo, ścieżkę i paśnik, dzisiaj odkryłam to miejsce na nowo. Obawiam się, że zdjęcia nie są w stanie oddać obrazów, które wprawiły mnie w całkowite osłupienie i rozmarzenie. A dzień dzisiaj zaczął się bardzo tak sobie. Nocą uprzejmie raczyły odwiedzić mnie wszystkie możliwe demony ostatnich wydarzeń. Po przebudzeniu jedyne na co miałam ochotę to szot wódki. Albo trzy.

Las szumi odgłosami spadających i unoszących się bezwiednie liści. Dookoła mnie wirowały żółte płatki poruszane każdym najmniejszym podmuchem wiatru. Poza tymi dźwiękami panowała absolutna cisza, przerywana jedynie jękiem żyjących swoim życiem drzew, bądź szelestem moich kroków po dywanie liści. Niesamowite jest to, że byłam tam tylko ja, psy i ogromna niczym niezmącona cisza. Totalnie bajkowe, nierealne wręcz doznanie, gdzieś z pogranicza jawy i snu.    

A las sam po swojemu zaprasza na spacer. Wywrócone konary drzew, tunele ułożone ramionami gałęzi, zarośnięte zagajniki - to wszystko tworzy naturalną nawigację, której poddawałam się bez oporu idąc dalej i dalej przed siebie. Liście mają takie kolory i kształty, że oszaleć można. Jakby ktoś po kryjomu nocą z zapałem malował je najwspanialszymi farbami dobierając kolory wedle burtonowskiej fantazji. Natura z pewnością cały wszechświat kreatywności ma w jednym małym najmniejszym palcu z plakietką Dyrektor Artystyczny.