Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lubię na. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lubię na. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 listopada 2010

Fabryka chimer.

Lubię uciekać z domu
Tak choćby na jedną noc
W pośpiechu pakować szczoteczkę, suszarkę i perfumy
I psy
I szybko zbiegać do samochodu na dół

Lubię nie spać pół nocy
Gdzieś
I patrzeć w ciemność
Odróżniać obcą noc od tej nad moim łóżkiem

Lubię budzić się rano
Czuć sobą te inne poranki
Pić kawę o smaku innej-kawy
Jeść jajecznicę o smaku innej-jajecznicy

Lubię wreszcie szczęśliwa wracać do siebie
Rzucić w nieładzie torbę przy drzwiach
Zaparzyć swoją kawę z pianką
Wziąć długą, gorącą kąpiel
I patrzeć na świat przez swoje okna
Nie myśląc o przeszłości
Niecierpliwie czekając przyszłości

Mam swoje miejsca, do których uciekam
Obce, ale moje
Tak trochę moje
Nieznane, które trzeba oswoić
I które mnie oswajają



Niewiele jest w życiu stałych rzeczy.
To, co ważne mieszczę w torebce
I w sobie
Reszta to tylko rzeczy
Fajne, ale bez znaczenia na końcu świata




Poranny leniwy kot. Ten sam, który nocą szepce do ucha najsłodsze mruczanki.


piątek, 15 października 2010

Idzie rak, nieborak...

Jak wiadomo, a jak nie wiadomo - to uświadamiam, październik jest miesiącem, w którym szczególną uwagę medialną i (dobrze by było) społeczną poświęca się tematowi raka piersi. Temat ważny, masowy i bagatelizowany - na ogromną skalę. 

Ludzie już tak mają (nie)poukładane w swoich głowach, że zawsze wydaje im się, że złe rzeczy spotykają tylko innych. Jest to forma atrybucji obronnej, takie uspokajanie własnego strachu, a psychologia definiuje to zjawisko jako nierealistyczny optymizm. Imho nie ma bardziej trafnego określenia. Bo niby na jakiej podstawie tak sprytnie i wspaniałomyślnie przerzucamy złe rzeczy na innych?

W zeszłym roku ta choroba zabrała mi kogoś bliskiego. Raz udało się uciec, niestety nawrót był wyrokiem. Nic tak nie boli, nie rozczarowuje i nie powoduje bezsilnego, niemego krzyku rozpaczy, jak widok kogoś, kto tak bardzo chce żyć a to życie niewzruszone bez litości każdego dnia z niego uchodzi... Na co dzień nie myśli się o śmierci. Ona gdzieś tam jest na finiszu życia, zupełnie od niego oderwana. Zapominamy często, że tak naprawdę jest częścią naszej egzystencji, jest ciągle obok nas, a my nie wiemy nawet ile razy była tak blisko, że prawie czuliśmy na sobie jej zimny oddech. A może nie zimny, ale piekący, palący, może nawet słodki? 

Znam osoby, które zmagają się z tą okrutną, podstępną chorobą. Codzienność badań, lekarze, szpitale, chemia i nadzieja. Raz wszechogarniająca, raz ledwo się tląca... Nie zawsze nadzieja umiera ostania. Częściej ludzie odchodzą pierwsi. 
Dlatego cieszy mnie bardzo rozgłos towarzyszący akcjom przeciwko rakowi piersi. W tym roku wyjątkowo pojawiają się akcje uszyte na miarę targetu, kreatywnie i społecznościowo. 
Chyba zaczęło się od torebkowej akcji na facebooku LUBIĘ NA: Ja lubię na podłodze w przedpokoju. A w pracy na krześle przy biurku. Dwuznaczność zamierzona i obowiązkowa przyciągała uwagę. Żeńska część fejsbukowej społeczności chętnie wzięła w tym udział, mężczyźni trochę główkowali skąd te zmasowane intymne wyznania. Super, naprawdę pomysłowa i aż kłująca w oczy swoją prostotą akcja sama się viralowo napędziła, zmusiła do rozmów, zastanowienia się i, oby!, do badań. I wreszcie wiadomo, gdzie kobiety kładą swoje torebki.


Czy masz obsesję na punkcie właściwych rzeczy? 
Andrew Yang i bodypainting
Kampania Singapurskiej Fundacji na Rzecz Walki z Rakiem Piersi





A to znalezione na vierna.soup.io




A więc drogie i drodzy, badajcie się i namawiajcie do badań swoich bliskich. 
To może być kwestia życia i śmierci.