Pokazywanie postów oznaczonych etykietą złość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą złość. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 października 2012

- wszystko gra -

Nie mam nic do powiedzenia.
Nie ma słów.
Obrazy, które zostają blizną na oczach.
Historie, od których usycham.
Za każdym razem trochę, po trochę.
A życie toczy się dalej.
Na błyszczącej okładce uśmiechnięta buzia w lux makijażu.
Bon ton i szminka w kolorze gimme your love za 274 polskich nowych złotych.
Za jakość się płaci.
A codzienność dzieje się na szarych stronach brukowców,
po lekturze których zostają brudne ręce.
Od tuszu.
Jak dłonie Lady Makbet w ekranizacji Welles'a z 1948 roku.
Czarne od krwi jak od smoły.
To było zanim wynaleziono kolor.
Do zmycia pod ciepłą wodą.
Mydłem o zapachu mandarynki.
Do skóry wrażliwej.
Za jedyne sześć złotych w dyskoncie.
Pies z kulawą nogą i alkoholik, co kiedyś był profesorem.
Matki, które nie kochają i mężowie z mocnym lewym sierpowym.
Dopóki śmierć Was nie rozłączy.
A koty na wsi się topi. Takie życie.

Potworność kreuje się sama czy my jej pomagamy?







poniedziałek, 25 października 2010


* * *


Podobno złość piękności szkodzi, ale ze na razie jest czym szastać, więc od rana złoszczę się. Złoszczę się na siebie, że w marazm wpadłam jakiś i smutnymi tylko nutami zapisuję ostatnio pięciolinię mijających dni. Mam tyle planów a bezsilna stoję w miejscu, z wielu względów, których póki co przeforsować nie mogę. Czuję się spętana nieszczęsnymi przeciwnościami i de facto jest bardzo nie tak, jak być powinno. 

Tęskno mi też bardziej teraz do miłości. To chyba przez tą jesienną aurę. Bo ja się jakoś zawsze zakochuję jesienią. Nie wiosną, jak Matka Natura przykazała, ale właśnie wtedy, gdy świat zaczyna szeleścić suchymi liśćmi pod butami. Później zimą ogrzewam się miłością i gorącą, białą, malinową czekoladą trwając w tym rozkosznym letargu aż do wiosny. A teraz zakochać się nie dam rady. Więc bezłzawo złoszczę się i tupię nogą.


Właśnie napisała do mnie koleżanka, z byłej już pracy: 
 Mam nadzieję, że nigdy nie przestaniesz nosić tych Twoich niebotycznie wysokich szpilek, w których jest Ci bosko :]]]  

Marti, obiecuję... Jakem JA - obiecuję! A wręcz się zaklinam
Co jak co, ale buty mają zawsze osobną półkę w mojej szafie i życiu.