Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poranek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poranek. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 lutego 2011


Nauczyłam się ostatnio wstawać już przy drugiej serii dzwonka. Nie wiem za bardzo po co to robię, bo poza ambicjonalnymi pobudkami i tak nie mam czasu ani zjeść śniadania, ani napić się kawy. Codzienny rytuał: wstać --> łazienka --> spacer z psami, ani trochę nie uległ zmianie. 
A propos: zawsze wszędzie się spóźniałam, co bym nie robiła i tak byłam do tyłu z czasem. W szkole byłam mistrzynią spóźniania się. Miałam swoje własne godziny przychodzenia i wszyscy się z tym tak bardzo pogodzili, że zupełnie przestano mi zwracać uwagę. Od pół roku jestem na odwyku. Jestem Ideałem Punktualności. Jeszcze innych poganiam.

Niemniej jednak z okazji zbliżającego się Dnia Kobiet, bądź innej dowolnej okazji, życzyłabym sobie, by oprócz goździka dostać jeszcze takie coś:


0131_adbd



To musi być raczej irytujące, gdy nagle głowa zaczyna się telepać, ale skuteczne!

poniedziałek, 22 listopada 2010

Narcyzm.

Podobno wszyscy jesteśmy narcyzmami. Mamy w sobie zalążki pychy i nonszalancji. Ja swoim czasem pozwalam kiełkować, pod baczną uwagą skromności. Ale całkiem przyjemnie jest nie dać kilku facetom swojego numeru telefonu, karmiąc się słodką świadomością, że gdyby się chciało, to ten wieczór mógłby mieć różne zakończenia...      

A to sobotni poranek.



Lubię mgłę. Lubię ją nocą w lesie i snującą się po polach, wieczorami w parkowych alejkach błądzącą między latarniami, latem lubię ją pieszczącą taflę jeziora. A teraz lubię te mgliste, jesienne poranki z rozmazanym na niebie słońcem.

W knajpach nie można palić. Zupełnie inna atmosfera panuje bez tej mglistej, kawiarnianej atmosfery. Jest lżejsza.  


czwartek, 7 października 2010

Nostalgia w powietrzu.


Dziś wyjątkowo nie chciało mi się wstać. Nie, nie dlatego, że mam lenia. Poprostu dotyk miękkiej pościeli otulającej ciało w te, coraz chłodniejsze, poranki, skutecznie trzymał mnie w pół śnie. Nieubłagany ten dzień, musiał się zacząć. 
W zasadzie budziła mnie myśl o zapachu ciastek. Uwielbiam dom pachnący ciastem, uwielbiam widok rosnącego ciasta w piekarniku i jego smak w ustach. Nie ten realny, ale ten, który przyciąga ze sobą miliony wspomnień, myśli i skojarzeń o rodzinnym domu, o babci, gdy jeszcze miała blond loki, mamy, która zawsze wstaje wcześniej niż my i z uśmiechem krząta się w kuchni... Wymyśliłam sobie pieczenie muffinów i teraz mam pilną pracę do zrobienia, a ta natrętna myśl nie daje mi spokoju. Póki co zapijam te myśli kawą z pianką. 

W koszyku na komodzie (jej, jak nazwać ten mebel? - niech będzie komoda!) został po Nim papieros. Jeden, ostatni, Lucky Strike. Zostawiłam go na czarną godzinę. Zapalę go wtedy a wraz z dymem w niebo ulecą wszystkie troski i zmartwienia. Tak to sobie wymyśliłam...

W zasadzie wszystko wymyśliłam sobie trochę inaczej, ale jak widać życie nie lubi narzuconych scenariuszy. Niech i tak będzie. Jest w tym wszystkim coś magicznego, magnetycznego i raniącego, zarazem. Piękno i brzydota jednocześnie. Najgorzej, jak przeszłość wkracza w teraźniejszość. Wtedy ciężko wyznaczyć granicę, a uczucia nie lubią niejasności. 
Telefon mi pęka od zdjęć. 1 314 uchwyconych w .jpga chwil. Zdałam sobie właśnie sprawę ile w nim siedzi wspomnień, ile odległych wspomnień. Odległych nie w sensie czasowym. Zawsze mam ten sam dylemat: wcisnąć delete w telefonie, głowie, w środku w sobie czy zapakować do ozdobnego pudełka, przewiązać kokardą w kolorze fuksji i włożyć na najwyższą półkę, zaglądając tam co jakiś czas, nie dając kurzowi osiąść na dobre. 
Podjętych decyzji nie chcę zmieniać. Nie chcę udawać, że tego nie było, że można teraz inaczej. 
Nie odpiszę. 

Co robi wiatr, kiedy nie wieje...?
Teraz już tak będzie po każdym wieczornym smsie?
Czy zawsze już wśród nachalnych hałasów codzienności kłuć mnie będzie dźwięk jego imienia ? 



Jesienne kolory jesiennego poranka...