Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez sensu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez sensu. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 października 2010

Bezsenność?

Sen zastygł mi twardą skorupą na powiekach broniąc dostępu marzeniom sennym
Szesnasty raz układam cztery poduszki pod głową
Za każdym razem są tak samo niewygodne
Obserwuję światłocienie odgrywające na ścianie swoją pantomimę 
Kadzidło tli się czerwonym żarem szczypiąc zapachem w oczy 
Z tego wyczekiwania snu zrobiłam się głodna i rozważam właśnie nocne pichcenie
Jajka, bekon i kromka z masłem
Radio gra cicho nocne jazzowe kołysanki a ja nasłuchuję kroków na korytarzu
Przechodzą tuż koło mnie
Nocą nawet serce bije głośniej




sobota, 9 października 2010

Balonowy niedosyt.

W temacie balonów mam totalną głupawkę. Pamiętam siebie, jako małą dziewczynkę w białych podkolanówkach i dwóch kucykach z kokardami, która podekscytowana idzie w pochodzie 1szo majowym i niesie balona w kształcie zająca, na takim zakręconym drucie. Szał! Balon był zwykły, gumowy, czerwony, miał dwoje uszów - jak to zając. Nic specjalnego, a odcisnęło piętno na całym moim życiu! Współczesne balony napełniane helem to dla mnie ferrari w segmencie dmuchanych gadżetów dla dzieci. Ile razy widzę takie - tyle razy tracę rozum. Totalnie beznadziejna sprawa w przypadku osoby w moim wieku. Liczę, że po 50tce wyrosnę z tego lub wcześniej mi się znudzi. No, ale do 50tki to jeszcze kawał czasu...

Nie wiem o co z tymi balonami chodzi - czy to kwestia tego, że one tak beztrosko powiewają sobie na wietrze i można się tą ich wolnością bawić? W końcu jedyną użytecznością balona jest to, że ładnie wygląda i dynda sobie w powietrzu, całkowicie zależny od wiatru i chwytności naszej ręki. Wyrwany z ręki robi tylko fruuuu do nieba i tyle. Nie wiem też, co jest bardziej zachwycające, czy ta poskromiona balonowa wolność ograniczona długością sznurka czy właśnie jego swobodne dryfowanie po błękicie nieba w nieznane. Może właśnie w tej balonowej bezużyteczności jest cała frajda? 
Przyszło mi na myśl, że delikatny balon jest alegorią naszego życia, ale to już takie profesjonalne filozofowanie, więc dzisiaj tego wątku nie pociągnę. 

W każdym bądź razie spacery po Polu Mokotowskim nieodłącznie kojarzą mi się z watą cukrową (rzadko sobie odmawiam - jak dziecko, no jak dziecko...) i balonami właśnie.
 I dzisiaj dostałam swojego własnego balona! (po jakichś, powiedzmy 4 latach marudzenia na widok każdego balonika trzymanego w dziecięcej rączynie). Opłacało się! 
Kurcze, jak fajnie jest sobie iść z takim Hello Kitty powiewającym na wietrze, totalnie bez celu, bez sensu, bez żadnych zobowiązań, poważnych myśli w głowie, skupiona uśmiechem na balonie... Poprostu iść sobie i ciągnąć za sznurek uczepiony na drugim końcu kawałek foli wypełnionej helem, a później usiąść sobie na trawie i przesiedzieć kilka chwil za długo gapiąc się jak toto dynda sobie głupkowato na wietrze. 
Podobno należy pielęgnować dziecko w sobie...


Sesja balonowa przy tej okazji była. A jakżeby inaczej? Wszak, w moim wieku, nie codziennie dostaje się balony.