Pokazywanie postów oznaczonych etykietą On i ona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą On i ona. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 stycznia 2013

chodzi o miłość.

obiema rękami podpisuję się pod stwierdzeniem, że ogłupia i zaślepia.
odmóżdża i powoduje mentalny regres. upadek racjonalności.
a do tego rozleniwia. błogo i beznadziejnie.
sobota spędzona na kanapie w objęciach czułych słówek.
w niedzielę patrzymy sobie w oczy uśmiechając się wieloznacznie.
jest sobota weekend rano, a za chwilę niedziela wieczór.
w między czasie nie wydarzyło się nic, choć tak naprawdę działo się wiele.
wskazówki zegara zatrzymane w miejscu
w mieszkaniu z ładnym widokiem.
nie lubię podwójnego życia
z kopią swojej kosmetyczki, szczoteczki, zapasowym outfitem oraz miejscem po lewej stronie nie swojego łóżka.
gubię się w nim i tracę z oczu priorytety.
A i tak w poniedziałek rzeczywistość staje się ważniejsza od weekendowej fikcji,
Alicja też bywała po obu stronach lustra,
jadła ciastka, piła kolorowe drinki z fantazyjnych buteleczek i widziała rzeczy, których nie ma,
ale kiedyś musiała wrócić do siebie.
więc stoję na miło skrzypiącym parkiecie mojego em w ulubionej okolicy,
które miało być idealnym azylem na weekendy, których teraz raczej w nim nie spędzam.
zapalam światło, świeczki, włączam leniwie sączącą się muzykę, na którą w weekend nie było czasu,
rozpakowuję walizki
i zastanawiam się
jakim cudem większość ostatnich 2 dni spędziłam w okolicy łóżka trwoniąc czas,
skoro w tygodniu każde 5 minut wykorzystuję na 150% normy?





sobota, 6 sierpnia 2011

Niebezpiecznie bezpiecznie.

Pierwsze od dawna dni bez deszczu. Co robić? Jak żyć?
Z tego zdezorientowania dałam się wywieźć gdzieś w Polskę, nawet nazwy miasteczka nie znam. Zresztą na co mi ona, skoro wokoło tylko lasy, jeziora...
Leżę więc na leżaku, trawa się sennie buja na wietrze, słońce koloruje mi skórę, a ja czytam i od niechcenia kręcę palcami kółka w powietrzu.
Nawet psom sie much nie chce łapać.

Zastanawia mnie wolność. Wolność w związku.
Nie chce mi się pieprzyć tych wszystkich farmazonów, że ufam. Bo nie ufam. Nigdy jeszcze moje ufanie nie opłaciło mi się.
Zawsze po okresie euforycznej ekscytacji bełkotem o zaufaniu i szczerości okazuje się, że facet nie wytrzymał i spuścił się, ze zbyt długiej smyczy.
Ja siebie cholernie nie widzę w roli Pani General, która wczepia delikwentowi gpsa w tyłek i kontroluje każdy jego ruch. Czułabym się masakrycznie upokorzona musząc mówić co wolno, a czego zabraniam, bo będzie klaps. Funkcjonowanie w takim układzie byłoby dla mnie moralnym rozkładem, cuchnącym na odległość oszustwem.
Wychodzi mi prosty rachunek, że jeśli jest szacunek to choćby i ochota była na kogoś innego, najpierw się mówi ładne 'dziękuję' i zabiera swoje zabawki, a dopiero później szuka się uciech w innych ramionach. W praktyce jednak robi się z tego dość skomplikowane równanie z milionem niewiadomych, całkami, ułamkami i rachunkiem prawdopodobieństwa.

W tym wszystkim z czasem ja się uodporniam.
Jak ktoś ma zdradzić, to to zrobi. Byle bym się tylko w miarę szybko o tym dowiedziała.
Bo trójkąty i inne liberalne układziki mnie nie interesują, a perwersję lubię ograniczać do tego, co dzieje się związku.