Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łzy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 października 2010

W tłumie łzy ciszej spływają po policzkach.

W metrze wagony pełne pustych twarzy wzrokiem spiesznie uciekającym w bezpieczny kąt. Twarze bez imion i nazwisk. Bez przeszłości i przyszłości. Zmuszone dzielić wspólnie za długą podróż. Stacja za stacją na krótkie chwile wstrzymują oddech. Przyglądam się ludziom. Zastanawiam się ile w tym niemym tłumie jest żon, które w myślach robią listę zakupów na obiad? Ilu jest mężów układających w głowie niewypowiedziane nigdy rozmowy? Ile niewiernych kochanek? Ilu mężów zdradzających swoje żony? Ilu z nich nosi ślady uprawianej przed chwilą miłości? Ile jest dziwek? Ilu damskich bokserów? Ilu z nich kocha szczerze i jest kochanym? Ilu nie ma po co do pustego domu wracać? 
Dzisiaj widziałam płaczącą dziewczynę nieudolnie skrywającą zapłakane oczy pod wilgotnymi powiekami. Wśród ciekawskich spojrzeń bez znaczenia jej łzy odznaczały się szczerymi do bólu emocjami. A jej łzy zawstydzały wszystkich. Gdy wysiadła odetchnęli z ulgą.       
Ludzi coraz więcej, a człowieka coraz mniej.

 - Wierzysz w cuda?
- Wyłącznie


czwartek, 21 października 2010

Pursuit of happiness.

Każdego dnia ocieram się o szczęście, ulotne, ukryte przeważnie w drobnych momentach tak, że ciężko złapać je w kadr. Nie zawsze śmiech oznacza szczęście, czasem przelotny uśmiech na twarzy znaczy więcej niż strzelające korkami butelki szampana.

Zawsze najważniejsze dla mnie było, aby cokolwiek robię, mieć w sobie taką pewność, że jestem w tym szczęśliwa. I naprawdę nie chodzi tylko o wielkie sprawy, bo taki stan ukrywa się w drobnych gestach: we wspólnym śniadaniu, w pachnącej kawie, w spontanicznej rozmowie z przypadkowo mijaną na ulicy osobą, w przelotnym spojrzeniu...

Wydawało mi się ostatnio, że bardzo czegoś chcę. Aż dotarłam do punktu, w którym po to sięgnęłam i poczułam pustkę. Zdałam sobie sprawę, że to całkowita iluzja, zaledwie mizerna imitacja szczęścia, którego szukam. Rozczarowanie spłynęło łzami po policzkach. Wyszłam z domu, padało, a łzy udawały krople deszczu zmywając gorzki smak porażki...

Szczęścia trzeba szukać długo i wytrwale, bo ono może się znajdować nawet 1200 km na północny zachód od miejsca, w którym teraz siedzę i piszę ten wpis, w którym czytasz to, co napisałam... 
Przychodzimy na ten świat zdani na chimery losu, pomyślne i niepomyślne wiatry, ludzi, którzy nas otaczają. Mierzymy się z problemami i podejmujemy dylematy. Czasem robimy dobrze, czasem źle. Jednego dnia bawimy się beztrosko pijąc wino do rana, mając poczucie, że świat leży nam u stóp, aby nazajutrz kawą zapijać gorycz rzeczywistości. Ale na wszystko jest czas: jest czas zabawy, jest czas pracy, jest czas odpoczynku. Trzeba tylko szukać tego szczęścia, tego prawdziwego czystego szczęścia. I trzeba pamiętać, aby w swoich dążeniach nie ranić innych. Nie da się zbudować nic trwałego na czyimś nieszczęściu.


czwartek, 7 października 2010

A gdy psy śpią.

A gdy psy śpią są szczęśliwe i piękne mają sny. 
A ja siedzę wpatrzona w pustkę ściany. 
Zdrapuję wzrokiem kolor farby szukając w myślach odpowiedzi. 
Noc ciemna wylewa się z chmur. 
Zakrada się pod okna, zakrada się do serca. 
Zalewa sobą myśli, tumani rozum, obezwładnia wzrok... 
Gdy przychodzi zastaje mnie samą. 
Wczoraj się nie bałam, a dzisiaj czuję lęk. 
Przychodzi i całym swoim majestatem budzi grozę i podziw zarazem.  
A ja w kąciku oka trzymam swoją duszę. 
Otulam ją żarem powieki, owiewam ciepłem rzęs. 
Tam jest bezpieczna. 
A gdy płaczę, ona ociera mi łzy. 
Zmysły to oszuści. 
Mamią rozum zmywając cierpki posmak trucizny z ust, nie odbierając jej jednak jadu. 
A ja zostaję sama, rozpalona od środka. 
A żar rani mnie przyjemnie paraliżując zmysły. 
Poranne promienie słońca zastaną mnie z otwartymi oczami, siedzącą na skraju łóżka, wpatrzoną w odchodzący mrok. 
Wypiję kawę i zmyję z siebie resztki cienia. 
I wyjdę z domu popatrzeć prosto w słońce.

A myśli jak motyle ulatują ku górze. 
Tam znajdują dla siebie schronienie, tam stają się wreszcie prawdziwe. 


Życie się ze mną ostatnio okrutnie bawi. Właśnie końcem palca dotykam swojego marzenia...


Jeden z ostatnich jesiennych motyli. Zjawiskowy.