Nienawidzę tych robactw, które nocą wpadają do domu przez okna. Boję się pająków. Dawno żadnego nie widziałam i czuję, że to cisza przed burzą i boję się tego, co mnie w związku z tym czeka. I tych majowych bzyczków nie cierpię, które lecąc robią hałasu tyle, co bombowce i zawsze wpadają mi we włosy, a ja brzydzę się ich dotknąć i mam ochotę oderwać sobie głowę, albo chociaż wyrwać część włosów. One zawsze wybierają sobie moje włosy, choćby wokoło stało kilka osób, a jak uciekam to gonią mnie bzycząc niemożebnie.
Life is brutal, no!
Nocne rozmowy w necie to zuo, ale nic na to nie poradzę, że uwielbiam facetów na rykowisku ;) To jest ten moment, kiedy szczerze ich wszystkich lovam!
