środa, 5 grudnia 2012

Trzeba też umieć czasem nie odpowiadać za siebie.

Ten tydzień to:
- rozmowy o końcu świata,
- weekendowe śniadania o 13:00,
- odkładane od miesięcy spotkania,
- spotkania przypadkowe, na które brakowało w kalendarzu czasu,
- pierwszy śnieg,
- czerwone paznokcie,
- i niewytłumaczalnie nieprzespane noce, podczas których zmęczona liczeniem baranów oglądam seriale...

Mam w sobie euforię małego dziecka. Nie wiem skąd. Nie domyślam się dlaczego. Cieszy mnie, gdy kładę się spać i gdy wychodząc w pośpiechu do pracy rzucam ostatnie, przelotne spojrzenie w lustro. To mroźne zimowe powietrze, ciepłe, za duże szaliki i sypana herbata z marcepanowymi gwiazdkami, po którą specjalnie jechałam na drugi koniec miasta.
Odliczam dni do Świąt i nie mogę się doczekać WSZYSTKIEGO!