Nie widać drzew, chodników, budynki znikają.
Mgła jest wszędzie.
Jakby było tylko tu i więcej nic poza nim. Nic więcej, poza nieznaną próżnią.
We mgle wyraźniej czuć samotność.
Niesamowite wrażenie, nierealne.
Idealna sceneria dla wybujałej wyobraźni.
Więc spacer w czarnym lesie zalanym mgłą wydaje mi się niemalże aktem odwagi.
Fastforward dni.
Ciemne wieczory w ciepłym domu na poddaszu.
Popołudnia są oczekiwaniem na sen.
Niespieszną celebracją ciszy.
Czy można kochać kogoś bardziej, niż siebie samego?
Po co?
Albo kochać siebie najbardziej, kochając jednak kogoś na tyle mocno, aby czuł się kochany?
Czy to nie będzie oszustwem?
Niebezpiecznie jest mieć świadomość obecności drugiej osoby w swoim życiu. Ciągle czuję to zagrożenie i strach. Taki sam, że to się skończy i że będzie trwać...